Postanowiłem, że w tym tygodniu wezmę aparat z półki, strząsnę z niego warstwę kurzu i spróbuję odkryć na nowo mój talent fotograficzny 🙂

I jak postanowiłem tak też zrobiłem… no prawie… Postanowienie dotyczyło wyjścia z aparatem gdzieś na miasto… Ale ciemno… zimno… mokro i ogólnie tak jakoś „pogoda nie zachęca do spacerów” 😉 Stwierdziłem więc, że poeksperymentuję trochę w zaciszu swojego jasnego, ciepłego i suchego pokoju, choć z tą jasnością to tak nie do końca. Już kiedyś mi chodziła po głowie koncepcja sesji fotograficznej z udziałem Pisma Świętego i latarki. Zakupiłem więc malutką latarkę by móc jak najbardziej punktowo kierować wiązkę światła i zabrałem się do roboty. Po kilkunastu próbach ustawiania parametrów aparatu i latarki w końcu udało mi się uzyskać efekt zbliżony do tego co miałem w głowie. Niestety nie wszystko co chciałem wyszło tak jak sobie wymarzyłem, ale są też takie zdjęcia, które przerosły moje oczekiwania. I choć sama sesja trwała prawie dwie godziny to jest tylko (aż?) sześć zdjęć, które postanowiłem zostawić. Jakby ktoś próbował liczyć to tak, zamieszczam osiem, ale dwa zdjęcia są w dwóch wersjach (inaczej skadrowane).

Dobra, wystarczy tego pisania, zapraszam do oglądania 🙂