W końcu zrobiło się cieplej. Korzystając więc z okazji, bo to chwilowa fanaberia pogody, postanowiłem spędzić ten dzień na łonie przyrody… no w miarę, bo nadal w Warszawie. Otworzyłem więc mapy Google, włączyłem widok satelity i wybrałem jedną z zielonych plam w stolicy.

Jak można wywnioskować z tytułu zielona plama okazała się Lasem Bielańskim. Trochę o nim poczytałem, sprawdziłem na Street View gdzie tam można zaparkować i ruszyłem w drogę. Na miejscu okazało się, że całkiem sporo ludzi obrało za dzisiejszy cel Las Bielański. Samochodów było dużo więcej niż na zdjęciach Google, ale znalazło się wolne miejsce i dla mnie. Słoneczko przyjemnie grzało, w nozdrzach zapach lasu a w uszach śpiew ptaków… no i aparat w plecaku, ale o nim przypomniałem sobie trochę później. Zresztą nic mnie jakoś specjalnie nie zachęcało do uwiecznienia na zdjęciu. Jednolity kolor wszystkiego nie ułatwiał znalezienia ciekawego kadru. Sam las bardzo mi się podobał, świeże powietrze, zróżnicowanie terenu i śpiew ptaków sprawiał, że czułem się tam bardzo dobrze, zwłaszcza poza głównymi ścieżkami. Ale to nie jest coś co da się oddać na zdjęciach, zresztą popatrzcie sami.

Później przeszedłem sobie pod Wisłostradą i kontynuowałem mój spacer brzegiem Wisły. Nie było tam jakiejś eleganckiej drogi do spacerowania. Jedynie wąska czasem bardzo umowna ścieżka z przeszkodami w postaci strumieni czy przewalonych drzew. Nadwiślański krajobraz nie był już tak bardzo monochromatyczny i udało mi się zrobić kilka, moim zdaniem, ciekawych ujęć.

Próbowałem też trochę eksperymentować ze słońcem przebijającym się przez korony drzew i krótkim czasem naświetlania, ale efekt nie do końca mnie zadowala.

Takie zdjęcia wychodzą fajniej gdy słońce jest już, albo jeszcze, nisko nad horyzontem. Wtedy w kadrze może być też ziemia a drzewa rzucają efektowne cienie.

Cały spacer zajął mi 4 godziny, przeszedłem 14 kilometrów, miałem zamiar pochodzić jeszcze trochę by zrobić zdjęcia z już zachodzącym słońcem. Niestety bateria w aparacie miała inne plany. Może innym razem.

A na koniec zdjęcie fotografa. To ja 😛