Nie pamiętam już ile razy i od ilu życzliwych ludzi słyszałem to zdanie, w takiej czy innej formie.

– Jak robisz zdjęcie to słońce masz mieć zawsze za plecami.

– No nie pod słońce, przecież ci nie wyjdzie!

– Prześwietlisz zdjęcie.

– Będziesz miał białą plamę.

Grożono mi nawet, że popsuję sobie oczy, albo co gorsza, aparat… wróć… aparat, albo co gorsza oczy.

Ale na szczęście moje oczy i aparat są nadal całe i nie popsute, a ja mam na koncie całkiem sporo ciekawych zdjęć, które według niektórych „speców” od fotografii nie miały prawa się udać. Oczywiście nie jest tak, że te wszystkie teorie spiskowe są wyssane z palca i śmiało można strzelać fotki celując aparatem prosto w naszą najbliższą gwiazdę. Aby zrobić ciekawe zdjęcie ze słońcem w roli głównej, albo nawet drugoplanowej potrzeba troszkę wiedzy i wprawy, jak zresztą do wszystkiego. No chyba, że chcemy po prostu zachować jakiś obraz z otaczającego nas świata, tak po prostu, aby był, na pamiątkę, by pokazać kumplowi jaka fura stała na światłach, czy po coś tam innego. Ja jednak od moich zdjęć oczekuję czegoś więcej, nie chcę by były zwykłym Print Screenem tego co widzę. Aparat to nie oko, które się automatycznie dostosowuje do panujących warunków tak by najlepiej widzieć otaczającą nas rzeczywistość… znaczy aparat też tak umie, w trybie „auto”, ale i tak daleko mu do szybkości i precyzji oka.  Aparat ma jednak jedną ważną przewagę nad okiem, można wyłączyć tryb „auto” i ręcznie ustawić choćby takie parametry jak czas naświetlania i wielkość przesłony dzięki czemu możemy na tyle ograniczyć padające na matrycę światło by spokojnie uchwycić nawet bardzo jasne obiekty, tak by straszny i okrutny blask słońca nie wypełnił całego zdjęcia.

Dodatkową przewagą aparatu nad ludzkim okiem jest uzyskiwany na zdjęciach efekt promieni, który powstaje poprzez załamywanie się światła na listkach przesłon. Liczba promieni jest zależna od liczby i kształtu  listków przesłony w używanym obiektywie. Oczywiście efekt jest do uzyskania jedynie przy użyciu aparatu z obiektywem, który taką przesłonę posiada, nie do uzyskania kompaktem czy smartfonem.

Zamiast zmniejszać ustawieniami ilość światła wpuszczanego do aparatu, możemy ustawić kadr tak by nasze fotografowane słoneczko za czymś schować, w całości lub częściowo. Nie zmieni to oświetlenia fotografowanego obszaru, a jednocześnie unikniemy promieni skierowanych wprost w delikatną i czułą matrycę naszego aparatu. Słoneczko można schować na przykład za drzewem lub innym wąskim obiektem w kadrze wielkością zbliżonym do samego słońca, tak by ono, choć schowane to nieśmiało się z za takiego obiektu wychylało. Można tez poczekać na chmurkę, która nieco rozproszy światło. A czasem i zza chmurki słonko się lubi wychylić i stworzyć delikatną poświatę.

Fotografowanie pod słońce, które kiedyś mi odradzano, i którym nie straszono stało się jednym z moich ulubionych sposobów robienia zdjęć. I za każdym razem, gdy przymierzam się do takiego zdjęcia mam satysfakcję z tego, że zdjęcie które stworze nie będzie wyglądało tak jak to co widzą moje zwykłe oczy, tylko jak to co widzą oczy mojej wyobraźni.