Byłem i nadal jestem dumny. Było to dawno, dokładnie nie pamiętam, ale chyba wakacje 2007 roku. Krościenko nad Dunajcem, Kopia Górka, pierwsze drzewo za domem Jubileuszowym, pamiętam dokładnie.

Spędzałem wtedy czas z moim przyjacielem, Hubertem. Chcieliśmy trochę odpocząć, a Krościenko to wspaniałe miejsce na odpoczynek, więc odpoczywaliśmy, robiliśmy zdjęcia, odpoczywaliśmy, chodziliśmy po górach, odpoczywaliśmy… choć czasem było i męcząco, zwłaszcza, gdy o 3 (słownie: trzeciej) w nocy wchodziliśmy na Trzy Korony by zrobić zdjęcia wschodu słońca. Nie, nie mam zdjęć z tamtego wschodu słońca, robił je Hubert… a, bo nie wyjaśniłem. Nie miałem wtedy jeszcze swojego aparatu, Hubert pożyczał mi swój, gdy wpadło mi w oko coś ciekawego, więc włóczyłem się za nim z nadzieją, że nie będzie chciał robić zdjęć temu co mi wpadnie w oko. Uczył mnie też jak robić zdjęcia, zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz, od początku był moim mistrzem i mentorem, jeśli chodzi o fotografię, no i zawsze miał lepszy aparat niż ja. Ale wtedy, w Krościenku, nie miał lepszego aparatu… on po prostu miał aparat, a ja nie.

Nie wiem czy zachowały się jeszcze jakieś zdjęcia z tamtych wakacji, jeszcze kilka pamiętam, ale znalazłem tylko to jedno i to też nie w oryginale, a zmniejszone i z jakimiś filtrami. Ale to nadal moje zdjęcie, to zdjęcie, które z czystym sumieniem mogę nazwać swoim pierwszym zdjęciem, z którego byłem dumny. Tak, wtedy czułem, że fotografia to coś fajnego, to coś, czym chcę się zająć, może nie profesjonalnie, może tylko hobbystycznie, albo aż hobbystycznie. To duma z tego zdjęcia sprawiła, że chciałem fotografować, że wydałem kupę kasy na aparat, a potem na obiektyw i kolejny aparat i tak się to kręci do dziś. Nie jestem jakimś super fanem fotografii, nie chodzę wszędzie z aparatem, ba, zdarza się, że aparat tygodniami czy nawet miesiącami leży i kurzy się na półce, ale gdy w końcu po niego sięgam, robię to z przyjemnością, bo fotografia to moja pasja, moje hobby, to coś, co sprawia mi frajdę, naprawdę dużo frajdy. I nie raz już się zastanawiałem, co by było gdybym w tamte wakacje 2007 roku, nie postanowił pożyczyć po deszczu aparatu od Huberta i nie przejść się po Kopiej Górce.