Jezioro Zegrzyńskie

Jezioro Zegrzyńskie

I to wszystko tuż za Warszawą, nad Jeziorem Zegrzyńskim, ale… nie dziś…

Nad Zegrze wybrałem się 2 kwietnia, czyli prawie miesiąc temu i pogoda była o niebo lepsza niż dziś. Na plaży było sporo ludzi, ale nie było konieczności bić się o miejsca i znaczyć teren parawanem. Większość ludzi zajmowała część plaży na której można grillować i to właśnie robili. Zapach grillowanego mięska unosił się w powietrzu niesiony ciepłymi powiewami wiatru. Na tafli wody unosiły się dziesiątki jachtów, a łabędzie odważnie podpływały do ludzi, którzy sypnęli jakimś okruszkiem.

Mimo że na plaży nie było nie wiadomo jakich tłumów to znalezienie miejsca do parkowania graniczyło z cudem, a korek w drodze powrotnej też do najmilszych doświadczeń nie należał. Oprócz plaży w miejscowości Nieporęt odwiedziłem kilka innych przylegających do różnych ośrodków wypoczynkowych. Przy jednej z nich znajduje się bar stylizowany na saloon rodem z dzikiego zachodu.

Miejsce jak najbardziej godne uwagi. Idealne dla tych, którzy chcą się choć na chwilę wyrwać ze zgiełku stolicy.

 

Wprowadziłem ostatnio kilka zmian na stronie. Między innymi dodałem możliwość zapisania się do newslettera, więc jeżeli chcesz dostawać ode mnie maile z informacją o nowych wpisach to serdecznie zapraszam do wypełnienia tego zielonego formularza na samym dole 🙂

Wyścigi konne

Wyścigi konne

Z racji braku planów na niedzielne popołudnie wyszukałem sobie w necie co to się dziś ciekawego dzieje w Warszawie. Okazało się, że rozpoczyna się sezon gonitw konnych na Służewcu. Wybrałem się więc tam razem z bratem 🙂

Pojechaliśmy samochodem i ku mojemu zdziwieniu cały parking był już zajęty. Na szczęście służby porządkowe kierowały samochody za kolejną bramę gdzie można było zaparkować na trawie. Parking był bezpłatny, jednak za bilet trzeba było już zapłacić niebotyczną kwotę… 5 zł. Jednak nie był to koniec wydatków… Na miejscu można było wydać pieniądze na jedzenie w jednym z food tracków no i oczywiście na zakłady. Zaczęło się od zwykłego „postawmy coś dla zabawy za 10 zł”. Po pierwszej gonitwie bylem 10 zł w plecy, po drugiej 30… na szczęście później było lepiej i ostatecznie opuściłem Służewiec bogatszy o 2 złote 😀

Same gonitwy były ciekawe, a dzięki zakładom w dłoni także bardzo emocjonujące. Czasem zdarzały się też sytuacje… dziwne. W pierwszej gonitwie, którą obstawialiśmy (tej po której byłem 10 zł w plecy) mój brat postawił na konia  z numerem 5. Koń przybiegł na metę pierwszy… niestety bez jeźdźca… zgubił go gdzieś po drodze. Ciekawe były też imiona niektórych koni. Moim ulubieńcem został Everygonnatouchthis dzięki, któremu zarobiłem 35 złotych i Illdowhatican. Pozostałe konie miały mniej wymyślne imiona typu Blue Ninja, Thunder Thor czy Bellefront.

To był bardzo miło spędzony czas. Z pewnością jeszcze kiedyś się tam wybiorę. Gdy słonko będzie mocniej świeciło a ja będę w posiadaniu teleobiektywu 😀

 

Park Dreszera

Park Dreszera

Ostatnio wpadłem na pomysł by odwiedzić z aparatem wszystkie warszawskie parki… i oczywiście zrobić im zdjęcia. Planowałem rozpocząć ten projekt gdy w końcu zrobi się cieplej, ale dziś byłem przy jednym z parków i dziwnym zbiegiem okoliczności miałem ze sobą aparat…  nie no, aparat miałem ze sobą celowo, choć cel mojej podróży był inny, ale nie wyszło, więc wylądowałem ostatecznie w Parku Dreszera.

Park imienia generała Gustawa Orlicz-Dreszera to niewielki park usytuowany w obrębie ulic: Ursynowskiej, Puławskiej, Odyńca i Krasickiego na Mokotowie. Dziś pogoda nie rozpieszczała. Słonko się chowało za chmurkami i generalnie było… zimno… jak na kwiecień 😉 Zdjęcia nie do końca mnnie satysfakcjonują, ale i tak się z wami podzielę. Najwyżej kiedyś zrobię nowe i podmienię 😀

I mapka na koniec 🙂

Puszcza Kampinoska

Puszcza Kampinoska

O Puszczy Kampinoskiej słyszałem wielokrotnie, ale jakoś nie udało mi się nigdy wcześniej do niej wybrać. Zawsze było jakieś ‚ale’, ale tym razem się udało… choć nie wszyscy, a raczej nie wszystko chciało bym dotarł na miejsce…

Znalazłem w internecie (o tu) opisy ścieżek dydaktycznych w Puszczy Kampinoskiej, wybrałem pierwszą z nich i ruszyłem do Truskawia. Po drodze nawigacja w Mapach Google postanowiła mi zrobić Prima Aprilisowy żart i nawigować mnie w inne miejsce niż wyznaczyłem. Nie, nie inną trasą, do tego się już przyzwyczaiłem… w inne miejsce! Nie pomogło nawet ponowne wyznaczanie trasy. Wyznaczony punkt docelowy i koniec trasy to w aplikacji były dwa różne miejsca, oddalone od siebie o około 8 kilometrów! Na szczęście zorientowałem się, że ktoś mnie próbuje zrobić w konia i dalej jechałem korzystając z mapy jak człowiek 🙂

Po dojechaniu na miejsce, zostawiłem autko na parkingu, który znajduje się przy samym lesie i ruszyłem na szlak. W lesie jak to w lesie, niewiele widać bo drzewa wszystko zasłaniają 😛 Pogoda była ładna, więc i ludzi sporo. Jakieś trzy dziewczyny szukały koleżanki, która im się zapodziała gdzieś w lesie…
Las jest zadbany, szerokie i równe ścieżki, wygodne zarówno do spacerowania jak i jazdy rowerem, miejsca gdzie można usiąść i odpocząć oraz tablice dydaktyczne opisujące różne miejsca. W lesie jest sporo cieków wodnych i spora część terenu jest podmokła… ale zaraz przez to lanie wody podmokły będzie i ten wpis, więc już kończę i wrzucam zdjęcia. Miłego oglądania.

Na prawie koniec mała panorama 🙂

 

I dwa zdjęcia… inne… z którymi jest coś nie tak…