Neapol

Neapol

I znowu te Włochy… Nie wiem jak ja to robię, że jakbym nie planował kolejnej podróży i jak się nie starał by zobaczyć nowy kraj to najczęściej i tak ląduję we Włoszech. To już moja piąta wizyta w tym kraju i założę się, że nie ostatnia.

Do Neapolu wybrałem się razem z bratem, dwójką przyjaciół i ich jednorocznym dzieckiem więc było nieco trudniej ustalić dogodny dla wszystkich termin i miejsce noclegu, ale udało się i spędziliśmy całkiem fajny tydzień zwiedzając Neapol i okolice choć pogoda nie zawsze zachęcała do spacerów.

Na początek opiszę krótko atrakcje Neapoluokolic, które udało nam się zwiedzić, następnie kilka słów o jedzeniu w Neapolu a na koniec kilka praktycznych informacji o transporcie publicznym w mieście i okolicach.

Atrakcje Neapolu

Castel Sant’Elmo

Zamek położony na wzgórzu w centrum miasta. Rozpościera się z niego piękny widok na miasto, wulkan i zatokę. Chodząc po murach zamku mamy widok w każdym kierunku. Jak dla mnie obowiązkowy punkt podczas wizyty w Neapolu.
Koszt biletu: 5€

Narodowe Muzeum Archeologiczne

Jest to jedno z najważniejszych muzeów archeologicznych… na świecie. Na czterech piętrach muzeum znajdują się między innymi eksponaty ze starożytnej Grecji, Egiptu oraz Rzymu. Spora część eksponatów pochodzi z pobliskich Pompejów i Herkulanum. Muzeum Archeologiczne znajduje się tuż przy stacji metra Museo.
Koszt biletu: 12€.

Katedra św. Januarego

Znana także pod nazwą Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny to jedno z najważniejszych miejsc w Neapolu i główne miejsce kultu. Święty January jest patronem Neapolu a w katedrze znajdują się jego relikwie. Jego zakrzepła krew przechowywana w fiolkach trzy razy w roku zmienia się w ciecz. Według lokalnych wierzeń gdy do cudu nie dojdzie na Neapol spadnie nieszczęście. Taka sytuacja miała mieć miejsce w 1944 roku kiedy to doszło do wybuchu Wezuwiusza.
Wstęp bezpłatny.

Metro

Tak, metro to też atrakcja. Część stacji pierwszej linii metra to swoiste galerie sztuki. Najciekawsze stacje to Toledo, Uniwersytet, Dante i Garibaldi.

Galeria Umberto I i Piazza del Plebiscito

Galeria handlowa w stylu renesansowym wzorowana na Mediolańskiej galerii Wiktora Emmanuela. Budynek na planie krzyża greckiego ma przeszklony dach z kopułą na środku a w jego wnętrzu znajdują się kawiarnie, sklepy i biura. Tuż obok znajduje się teatr, a nieco dalej Piazza del Plebiscito z przylegającym do niego Pałacem królewskimbazyliką pontyfikalną św. Franciszka z Paoli.

Castell dell’Ovo

Zamek ten jest położony na niewielkiej wysepce połączonej z lądem groblą. Kiedyś była to rezydencja królewska, później jednak król Karol I Andegaweński zbudował nieopodal nowy zamek Castel Nuovo i do niego się przeprowadził. Nazwa zamku w tłumaczeniu na polski to Zamek Jajeczny i jest ona związana z legendą o rzymskim poecie Wirgiliuszu, który posiadał magiczne jajko. Gdy zmarł został pochowany w Neapolu a jajko umieszczono w fundamentach zamku by je wzmocnić.
Wstęp na zamek jest bezpłatny.

Ogród botaniczny

Orto Botanico di Napoli bo tak się nazywa po włosku, to wspaniałe miejsce na chwilę wyciszenia i odetchnięcia w tym zatłoczonym i głośnym mieście. Na 15 hektarach znajdziemy niezliczone ilości drzew, krzewów i kwiatów podzielone na różne strefy. Przy wejściu dostajemy mapkę.
Wstęp bezpłatny.

Cappella Sansevero

Kaplica Sansevero to miejsce w którym znajdują się niesamowite rzeźby z marmuru. Najsłynniejszą z nich jest rzeźba Chrystusa spowitego całunem. Niesamowitość tych rzeźb polega na tym, że wyglądają one jakby ktoś w magiczny sposób zamienił coś w marmur. Zresztą sam fundator kaplicy siódmy książę Sansevero, Raimondo di Sangro był posądzany o magię i alchemię. Na mnie największe wrażenie zrobiło właśnie to marmurowe płótno okrywające Chrystusa i sieć rybacka w innej rzeźbie. W kaplicy nie można robić zdjęć, ale na Google można znaleźć wszystko.

Napoli Sotterranea

Oprócz licznych atrakcji na powierzchni Neapol kryje ich mnóstwo pod ziemią. Pod miastem ciągną się kilometry korytarzy, jaskiń, cystern na wodę i akweduktów. Zaczęło się od tego, że jeszcze w czasach grackich wydobywano spod ziemi tuf, rodzaj lekkiej wulkanicznej skały osadowej z której budowano domy. Dlatego też Neapol jest czasem nazywany „Lustrzanym miastem” bo domy budowano ze skał wydobywanych bezpośrednio pod nim. Im więc wyższy jest tym większa dziura pod nim. Grecy w podziemnych jaskiniach przechowywali deszczówkę, później Rzymianie zbudowali pod ziemią sieć akweduktów zaopatrujących miasto w wodę. W czasie wojny podziemia służyły za schrony a dziś są atrakcją turystyczną. Napoli Sotterranea to jedno z miejsc które umożliwia nam zwiedzanie podziemi z przewodnikiem. Zejdziemy zarówno 40 metrów w dół do akweduktów jak i zwiedzimy fragmenty starożytnego teatru na którego ruinach powstały domy. Tak, ktoś sobie zbudował dom na teatrze. Tak, wchodząc sobie do piwnicy wchodzi do ruin teatru. Tak, można to zwiedzać. Fundacja, która zajmuje się oprowadzaniem cały czas odkrywa nowe fragmenty ruin pod domami. Dane nam było na przykład zwiedzić pomieszczenie teatru, w którym jeszcze dwa lata temu ktoś miał… garaż.
Cena biletu: 10€. ArteCard daje 1€ zniżki.

To tylko kilka najciekawszych miejsc które zwiedziliśmy w samym Neapolu. Dzięki ArteCard kupionej za 21€ weszliśmy za darmo do Muzeum Etnograficznego (12€) i dwa razy na Castel Sant’Elmo (2x5€) oraz dostaliśmy 2€ zniżki w Sansevero i 1 w podziemiach Sotterrana plus komunikacja publiczna po Neapolu przez 3 dni. Dobry biznes.

To były pierwsze trzy dni wycieczki, kolejne trzy dni zwiedzaliśmy bliższe i dalsze okolice Neapolu.

Atrakcje w okolicach Neapolu

Pompeje

Jeden z punktów must have tego wyjazdu. Pompeje to ogromny obszar ruin starożytnego miasta, które zostało pogrzebane pod popiołami Wezuwiusza, który wybuchł w 79 roku naszej ery. Pył wulkaniczny zasypał miasto i utrwalił budynki, przedmioty i niektóre ciała ludzi i zwierząt tak, że teraz możemy zobaczyć jak wyglądało starożytne rzymskie miasto. W Pompejach cały czas trwają prace archeologiczne i nie wszystkie obszary są dostępne do zwiedzania a i tak te dostępne zapewniają ciekawy spacer na conajmniej 4 godziny.
Cena biletu: 15€

Herkulanum

Herkulanum to kolejne miasto, które ucierpiało podczas wybuchu Wezuwiusza. Było to miasto elity, gdy ktoś w Pompejach się dorobił to przeprowadzał się do Herkulanum. Podczas erupcji wulkanu Pompeje zostały zasypane popiołem a ludzie umierali od trujących oparów. Herkulanum natomiast zostało zalane warstwą błota wulkanicznego, której grubość sięgała 12 metrów. Ruiny miasta są dużo mniejsze niż w Popejach ale są lepiej zachowane.
Cena biletu: 11€

Salerno i Vierti sul Mare

W tym całym turystycznym zabieganiu postanowiliśmy jeden dzień przeznaczyć na odpoczynek na plaży, a że Neapol jest w plaże ubogi to wybraliśmy się do oddalonego o 60 km SalernoVierti sul Mare, które jest nazywane pierwszą perłą wybrzeża Amalfitańskiego które rozciąga się do miejscowości Positiano. Tym razem dane nam było zobaczyć jedynie ten wschodni kraniec wybrzeża, ale kto wie, może jeszcze kiedyś zawitam w te rejony.

Wezuwiusz

Drugi obowiązkowy punkt wycieczki, choć mało brakowało a przez kiepską pogodę musielibyśmy z niego zrezygnować. Ale udało się. Pojechaliśmy pociągiem CircumVesuviana do stacji Ercolano Scavi przy której jest punkt Vesuvio Expres, autokaru który zawozi na Wezuwiusza. Od parkingu na górze trzeba jeszcze iść do szczytu jakieś pół godziny, więc pół godziny zostaje na spacer wokół krateru bo autokar po półtorej godziny zabiera grupę na dół. Widok z góry robi wrażenie. Zarówno ten na okolicę jak i w głąb krateru… choć mi nieco brakowało jakiejś bulgoczącej lawy czy czegoś w tym stylu. Nie było też dymu, za to była mgła… znaczy chmura. Już z dołu widzieliśmy, że szczyt spowija biała chmura, potem poleciała, ale za chwilę przyleciała kolejna i widoczność spadała do kilku metrów. Na szczęście w tych chwilach lepszej widoczności zdążyłem zrobić kilka zdjęć.

I także tym razem zakup ArteCard był dobrym pomysłem. Za kartę zapłaciliśmy 32€. Weszliśmy za darmo do Pompejów i Herkulamum gdzie normalnie byśmy zapłacili 26€. Dodatkowo w Pompejach uniknęliśmy czekania w długiej kolejce po bilety. Była osobna, krótka kolejka dla osób z ArteCard i biletami zakupionymi on-line. Przez te trzy dni jeździliśmy też trochę pociągami za które normalnie byśmy zapłacili prawie 30€. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wydaliśmy na jedzenie…

Jedzenie w Neapolu

Nasze posiłki w Neapolu były dość monotematyczne… Jedliśmy same dania na „P”  – Pizza, Pasta, Pyszności.
No oczywistym jest, że jak Neapol to pizza… Ta prawdziwa, oryginalna, jedyna i najlepsza… To tu pizza powstała i stąd wyruszyła na podbój świata. Pizza w Neapolu smakuje… inaczej. Genialny smak sosu pomidorowego po prostu zachwyca. Do tego cienkie ale na brzegach puszyste ciasto i mozarella… ahhh ta mozzarella…
Jedliśmy pizze w różnych lokalach i moim zdaniem wszędzie była równie pyszna. Przynajmniej ta klasyczna z sosem pomidorowym, białe nie przypadły mi do gustu. Jedliśmy także w słynnej Ginoi Sorbillo, która zdobyła tytuł najlepszej neapolitańskiej pizzerii na świecie. Przed pizzerią w porach obiadu i kolacji stoi tłum ludzi w oczekiwaniu na wolny stolik. Pizzeria wydaje dziennie około 1200 pizz.
Co ciekawe wystarczy wyjechać z Neapolu do pobliskich miejscowości i tam pizza jest już nieco inna, też dobra, ale inna. W Neapolu mają też pyszne ciastka, bułeczki i inne rogaliki. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu jak udało mi się zrobić zdjęcia deserów przed ich zjedzeniem…

Komunikacja w Neapolu

Transport z lotniska

Z lotniska do centrum miasta jeżdżą autobusy Alibus. Koszt takiego przejazdu to 5€. Sprzed lotniska jeżdżą jeszcze taksówki ale te są droższe niż Alibus. Można też odejść nieco dalej na przystanek normalnego autobusu komunikacji miejskiej, ale z tymi jest pewien problem o którym niżej.

Transport publiczny

W Neapolu jeżdżą autobusy, trolejbusy, metro i Funiculare, takie kolejki szynowe jeżdżące pod górę. Bilet normalny na transport publiczny kosztuje 1,10€. My postanowiliśmy zainwestować w ArteCard, kartę która upoważnia do korzystania z transportu publicznego oraz daje darmowe wejścia do muzeów i innych atrakcji turystycznych. Kupiliśmy dwie takie karty:
Arte Card Napoli – 3 pierwsze atrakcje za darmo, transport publiczny w Neapolu za darmo, ważna 3 dni, koszt 21€ (12€ ulgowa).
Arte Card Campania – 2 pierwsze atrakcje za darmo, transport publiczny w regionie za darmo, ważna 3 dni, koszt 32€ (25€ ulgowa).
Karty można kupić np. na dworcu w centrum miasta. Miłe dziewczyny w informacji pokierują do odpowiedniego sklepu gdzie można kupić kartę. Ulga przysługuje osobom do 25 roku życia. Jeżeli zamierzacie zwiedzać płatne atrakcje warto rozważyć zakup takiej karty.

Autobusy i trolejbusy

Autobusy miejskie… są. Są nawet trolejbusy, ale jeżeli chodzi o ruch samochodowy w mieście to jest on podobny jak w innych włoskich miastach. Z punktu widzenia obcokrajowca na ulicach panuje chaos, mam wrażenie, że przepisy, znaki a nawet światła są tylko dla ozdoby. Samochody są zaparkowane gdzie popadnie, nawet na przejściach dla pieszych i rondach. Chcąc przejść kulturalnie po pasach na zielonym świetle musisz uważać bo samochody… jadą mając światło czerwone i Cię jeszcze strąbią, że im pod koła wchodzisz. Jeżeli miałbym odpowiedzieć na pytanie „co słychać w Neapolu?” to bez chwili zawahania powiem „klaksony!”, bo te słychać praktycznie cały czas. Ale wracając do autobusów. Można pomyśleć, że w takich okolicznościach przyrody autobusy się opóźniają. Otóż nie! Autobusy nigdy nie przyjadą później niż godzina podana w rozkładzie jazdy na przystanku bo na przystankach… nie ma rozkładów jazdy. Znaczy nie ma takich papierowych, które podają godziny odjazdów, są tylko informacje jaki autobus się na danym przystanku zatrzymuje i od której do której jeździ. Są czasem takie elektroniczne tablice pokazujące za ile przyjedzie autobus, ale żaden autobus nie przyjedzie później niż wyświetlana godzina bo godzina się aktualizuje w oczekiwaniu na autobus. Podsumowując, autobus w Neapolu będzie jak przyjedzie, czasem może być za 5 minut a czasem za półtorej godziny. Tak, trafiliśmy raz na tę drugą wersję.

Metro i pociągi

W Neapolu są trzy linie metra, choć my korzystaliśmy tylko z dwóch większych. Linia numer jeden to typowe metro w obrębie miasta. Linia numer dwa to takie połączenie metra z pociągiem podmiejskim. Można nim dojechać aż do Salerno po drodze są słynne PompejeHerkulanum skąd można wjechać na Wezuwiusza. Oprócz tej drugiej linii metra po regionie Campania jeżdżą także pociągi kolei regionalnych TrenItalia i Circumvesuviana, taka kolej podmiejska jeżdżąca wokół Wezuwiusza i do Sorrento.

Funicolare

Jak już wspomniałem to kolejki linowo-szynowe jeżdżące pod górę… no i w dół oczywiście. Neapol jest górzystym miastem i posiada 4 takie kolejki by ułatwić poruszanie się po mieście. Kolejki działają tak jak nasza kolejka na Gubałówkę z tą różnicą, że mają po drodze przystanki.

Wszystkimi powyższymi środkami transportu można jeździć na podstawie ArteCard.

Koniec

No i tyle… kolejny region w który bym chętnie wrócił, bo całe wybrzeże Amalfitańskie aż się prosi o sesję fotograficzną. A i w samym Neapolu zostały ciekawe atrakcje, których nie udało się tym razem zobaczyć, bo czasu mało. Ale jak tu wracać jak tyle nowych miejsc jeszcze czeka na odwiedzenie?

Mediolan

Mediolan

Mediolan, światowa stolica mody, to tutaj znajdziemy muzeum mody Armani Silos i galerię handlową Wiktora Emmanuela w której centrum znajdziemy sklepy Prady, Louis Vuitton i … zaraz, chwila, stop! Przecież ja nie jestem blogerem modowym… jeszcze raz…
Mediolan to kolejne miejsce na mojej podróżniczej mapie, która robi się lekko monotonna bo znowu trafiłem do Włoch, choć tym razem do ich północnej części. Ale co ja poradzę, że trafiam na tanie bilety lotnicze do Włoch a włoskie krajobrazy i architektura bardzo zaprzyjaźniły się z moim aparatem.

Podróż do Mediolanu

Wylecieliśmy w środku nocy, czyli o 6:20. Plusem tak wczesnego wylotu była możliwość podziwiania wschodu słońca i pięknie oświetlonych gór z wysokości 10 kilometrów.

Po wylądowaniu w Bergamo, udaliśmy się autokarem do Mediolanu. Kursują tam autokary trzech firm, bilety kosztują 5€ i można je kupić w kasach na lotnisku lub od gości w pomarańczowych kamizelkach, którzy kręcą się przy autokarach i sprawdzają bilety przy wejściu. Podróż z lotniska w Bergamo do centrum Mediolanu trwa godzinę, po dotarciu na miejsce udaliśmy się prosto do galerii handlowej… nie no żartuję 😛

Tor wyścigowy Monza

Po dotarciu do Mediolanu ruszyliśmy pociągiem do miejscowości Monza, by zobaczyć znajdujący się tam tor wyścigowy, na którym odbywa się Grand Prix Włoch Formuły 1. Bolidów wprawdzie nie było, ale na torze ścigali się zwykli śmiertelnicy w swoich mniej lub bardziej wypasionych autkach.

Korzystając z okazji postanowiłem spróbować panoramowania, techniki robienia zdjęć polegającej na wykonaniu zdjęcia z nieco dłuższym czasem naświetlania i przesuwaniem aparatu w czasie wykonywania zdjęcia tak by podążać za fotografowanym obiektem. Sprawia to, ze tło jest rozmyte a fotografowany obiekt względnie ostry. Po kilkunastu nieudanych próbach udało mi się zrobić kilka w miarę ciekawych zdjęć.
Zostańmy jeszcze na chwilę w tematyce samochodów. Drugiego dnia pobytu zwiedziliśmy znajdujące się niedaleko Mediolanu muzeum Alfy Romeo. Aby się tam dostać komunikacją z Mediolanu należy pojechać pierwszą linią metra lub pociągiem do stacji Rho-Fierra a następnie autobusem 561 do przystanku Via priv. Alfa Romeo. W muzeum oprócz starszych i nowszych modeli samochodów, są silniki, makiety, prezentacje i… kino 4D gdzie na trzęsących się fotelach można zobaczyć pięciominutową animację z samochodami Alfa Romeo.

Jezioro Como

Kolejnego dnia wybraliśmy się nad jezioro Como, uważane za jedno z najpiękniejszych w Europie. I faktycznie, jezioro w kształcie litery Y otoczone ogromnymi górami robi nie małe wrażenie. Chętnie bym tam zamieszkał… ale mnie nie stać 🙁 Swoje wille nad jeziorem mają za to np. George Clooney, Madonna i Brad Pitt. Nad jeziorem Como nagrywano też takie filmy jak Casino Royale z Jamesem Bondem i Gwiezdne Wojny: Atak Klonów. Chcieliśmy się dostać do willi Balbinello w miejscowości Lenno, która posłużyła jako pałac Amidali, królowej Naboo… ale było zamknięte. Zwiedzanie jest możliwe od marca po połowy listopada, czyli spóźniliśmy się tydzień. Ale trudno, wrócimy jak będzie cieplej 🙂
Z Mediolanu przyjechaliśmy pociągiem do miejscowości Varenna, znajdującej się na brzegu centralnej części jeziora. Tam kupiliśmy dobowy bilet na prom i pływaliśmy od miejscowości do miejscowości podziwiając uroki jeziora i otaczających go gór.

Na dłuższy spacer i podziwianie architektury zatrzymaliśmy się tylko w Bellagio i Varennie,  z której następnie wróciliśmy do Mediolanu.

Mediolan

W końcu. Po trzech dniach nocowania w Mediolanie uznaliśmy, że może warto i to miasto trochę zwiedzić… za dnia. Najbardziej znany zabytek Mediolanu to katedra Duomo, ta gotycka budowla jest jednym z największych kościołów na świecie. Bogate marmurowe zdobienia nadają jej niesamowity wygląd. A można je podziwiać z bliska, bo dach katedry jest udostępniony do zwiedzania. Z dachu rozpościera się niesamowity widok na miasto, a podobno przy dobrej pogodzie widać też Alpy. My niestety nie trafiliśmy na dobrą pogodę, mocno zachmurzone niebo psuło nieco efekt. Kolejnym elementem psującym efekt są rusztowania ponieważ katedra jest obecnie remontowana. Kolejny powód by do Mediolanu wrócić 🙂

W Mediolanie zobaczyliśmy także zamek Sforzów z parkiem i łukiem triumfalnym, Narodowe Muzeum Nauki i Technologii im. Leonarda da Vinci oraz wspomnianą na początku galerię handlową.
Wieczory w Mediolanie spędzaliśmy w knajpkach przy jednym z tamtejszych kanałów, gdzie za 7-11€ można dostać dowolny drink i dostęp do bufetu, z którego można jeść ile się chce 😀

No i to tyle opowieści z wycieczki. Został już tylko powrót do Polski.

Apulia

Apulia

Pomysł na wylot do Bari przyszedł mi już podczas kupowania biletów lotniczych do Rzymu w listopadzie zeszłego roku. Na głównej stronie linii lotniczych WizzAir wyświetlała się oferta lotów do Bari. Ceny lotów były atrakcyjne a po przejrzeniu graficznych wyników wyszukiwania „Bari” w Google uznałem, że warto się tam wybrać następnym razem.

Przy późniejszym planowaniu podróży i przeglądaniu miejscowych atrakcji okazało się, że większość miejsc, które widziałem na zdjęciach w Google nie znajdują się w samym Bari, ale w okolicznych miejscowościach. Miasto Bari jest stolicą regionu Apulia i ma dobrą komunikację z większością miejscowości, które chcieliśmy zwiedzić razem z bratem, więc to w nim postanowiliśmy nocować.

To tyle tytułem wstępu, teraz słów kilka o miejscowościach i atrakcjach, które udało nam się zobaczyć i oczywiście sfotografować 😉

Bari

Miasto portowe z dużym dworcem kolejowym, a raczej kilkoma połączonymi dworcami różnych przewoźników. Główną atrakcją Bari jest stare miasto i znajdujące się w nim zabytki. Zamek, katedra i kościół św. Mikołaja. Miasto ożywa wieczorem, wtedy dopiero otwierają się niektóre restauracje i rozpoczynają różne wydarzenia. Nam udało się trafić na koncert jakiejś lokalnej gwiazdy i paradę ku czci św. Antoniego z Padwy.

Poligiano

Niewielkie miasteczko na południowy-wschód od Bari. To tam znajduje się plaża, której zdjęcie w Google skłoniło mnie do tej wyprawy. Plaża niewielka i kamienista ale otaczające ją skały z grotami sprawiają, że miejsce to wygląda bajecznie. Mieszkańcy Barletty (opiszę niżej) twierdzą, że to najpiękniejsza plaża na świecie. Do Poligiano wybraliśmy się pierwszego dnia, zaraz po zakwaterowaniu się w Bari. To tutaj przekonaliśmy się, że bycie głodnym popołudniu nie jest dobrym pomysłem. Od około 16 do 19 restauracje są zamknięte. Jedyne co nam się udało znaleźć otwartego to… kebab.

Castel del Monte

Jest to twierdza oddalona około 50 km od Bari. Dojazd nie był prosty, ale bardzo nam zależało na zobaczeniu tej atrakcji. Drugi dzień i kolejna lekcja życia na południu Włoch. Wycieczki w niedziele są jeszcze gorszym pomysłem niż popołudniowy głód. W niedzielę prawie wszystkie restauracje i sklepy są zamknięte, a pociągi i autobusy jeżdżą… hmm… rzadko. Po dojechaniu do Andrii okazało się, że bus do Castel del Monte odjechał 20 minut wcześniej, a kolejny będzie za 3 godziny. Próbowaliśmy dowiedzieć się o miejscowych czy jest jakiś inny sposób by dostać się do zamku, ale… my nie mówiliśmy po włosku, a oni nie mówili po angielsku. Niemniej jednak udało nam się dowiedzieć, który rozkład jest na niedzielę, oraz gdzie jest najbliższy kościół. Oczywiście próba wyjaśnienia słowami, że szukamy kościoła skutkowała tylko głupimi minami wszystkich wyrażającymi, że nikt nic nie rozumie. Dopiero uczyniony przeze mnie znak krzyża sprawił, że miejscowi zaczęli nam tłumaczyć gestami jak dojść do kościoła, ale po chwili, widząc nasze miny zwątpili i postanowili nas tam po prostu zawieźć 😉 Po przejechaniu jakichś… 500 metrów, wysiedliśmy pod kościołem, uścisnęliśmy ręce naszym dobrodziejom i udaliśmy się na mszę. Po 3 godzinach w Andrii udaliśmy się busem do Castel del Monte.

Barletta

I to miał być koniec naszych planów na niedzielę, ale po powrocie z Castel del Monte do Andrii stwierdziliśmy, że do Bari wrócimy inną drogą. Udaliśmy się do Barletty, portowego miasta z linią kolei TrenItalia, którymi zamierzaliśmy wrócić do Bari po krótkim zwiedzaniu miasta. Udaliśmy się w stronę morza, ale po drodze przy tamtejszym zamku zaczepiła nas pewna dziewczyna informując, że właśnie zaczynają darmowe oprowadzanie po mieście. Nie dalismy się długo prosić i w towarzystwie kilku innych młodych osób ruszyliśmy w miasto słuchając (po angielsku) różnych faktów i legend związanych z Barlettą.

Alberobello

Miejscowość słynąca ze specyficznych kamiennych domków typu „Trulli”. Co ciekawe nie jest to jakiś skansen czy coś w tym stylu. Do dziś ludzie normalnie mieszkają w tych domkach. Ludzie budowali tego typu domki by uniknąć podatków, które były płacone tylko od solidnych murowanych budowli 😉

Grotte di Castellana

Jest to system jaskiń krasowych ciągnących się przez 3 kilometry. Pierwsza największa z jaskiń ma w suficie dziurę przez którą wpada światło. Jaskinia ma wysokość około 60 metrów. Ze względu na prawa autorskie jedynie w tej pierwszej grocie można robić zdjęcia. Kolejne groty były mniejsze, ale równie ciekawe. Utrzymująca się w jaskini stała temperatura w okolicach 15 stopni była miłą odmianą od upału na powierzchni 🙂

I to tyle… trzy dni zwiedzania, absorbowania słońca i włoskiego jedzenia. Wiele niewiadomych, sporo improwizacji i ogromny niedosyt, więc bogatsi o wiedzę kiedy, gdzie i jak się poruszać po tym regionie na pewno tam wrócimy. Niech tylko nieco wodę podgrzeją w morzu 😀