Portfolio 2018-2019 – Fotoksiążka

Portfolio 2018-2019 – Fotoksiążka

Portfolio 2018-2019 – Fotoksiążka

Dawno, dawno temu…

… za górami, za lasami, gdzieś pod Chęcinami… były sobie warsztaty fotograficzne. Na tych warsztatach byłem ja i była też firma zajmująca się drukowaniem fotoksiążek. Postanowiłem wtedy skorzystać z zaproponowanej mi atrakcyjnej oferty i zamknąć w jednaj książce swoje najlepsze zdjęcia z kilku ostatnich lat. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Ponad 60 zdjęć z lat 2012 – 2017 stworzyło piękną fotoksiążkę w skórzanej oprawie. Postanowiłem też, tworzyć takie książki co roku… ale zapomniałem. 

Przypomniałem sobie o tym postanowieniu w tym roku gdy inna firma zaproponowała mi wypróbowanie swoich usług na jeszcze ciekawszych warunkach niż poprzednia. Skorzystałem więc z tej niesamowitej okazji i stworzyłem fotoksiążkę ze zdjęciami z lat 2018-2019. A oto i ona:

Nowa inna książka

Pierwszą rzeczą, która odróżnia tę książkę od poprzedniej to okładka, która tu jest wykonana z arylowanego szkła na spodzie, którego umieściłem zdjęcie. Znaczy ja umieściłem zdjęcie w projekcie, to ludzie z firmy Saal Digital umieścili je pod szkłem i ogólnie wykonali całą książkę. Okładka prezentuje się fantastycznie, aż trochę żałuję, że nie wybrałem błyszczącego papieru do środka książki. Chociaż na środek też nie mogę narzekać. Matowy druk high-end wprawdzie się nie błyszczy, ale bardzo dobrze ukazuje kolory i nie ukazuje odcisków palców. W ogóle jestem mile zaskoczony jakością wydruku. Zarówno szczegółowością, którą możecie podziwiać na jednym z poniższych zdjęć jak i samymi kolorami. W poprzedniej książce mam kilka zdjęć z dziwnymi kolorami, np. mocny pomarańcz zachodzącego słońca wpada w… zieleń. Tu natomiast wszystkie zdjęcia mają takie kolory jakich oczekiwałem. Dobra robota Saal Digital!

A w środku…

… zdjęcia, no kto by się spodziewał. Odkąd pamiętam jak myślałem o książce ze swoimi zdjęciami to zawsze miałem przed oczami taki układ: jedno zdjęcie po lewej, jedno zdjęcie po prawej, żadnych ramek i książka otwierana na płasko. I obie moje książki takie są. W poprzedniej książce strony ze zdjęciami mam na grubych sztywnych kartach, w tej natomiast są ma miękkich i cieńszych, ale i tak prezentują się wyśmienicie. 

Sam proces projektowania był w moim przypadku nieco zagmatwany przez problemy ze sprzętem, ale jak już się ogarnąłem to poszło z górki. Firma Saal Digital udostępnia swoją aplikację do projektowania książek (i nie tylko). Pierwsze pół godziny z aplikacją było… ciężkie. Ogrom funkcji, motywów, układów itp, a ja chciałem po prostu umieścić zdjęcia na stronach, jedno zdjęcie na jednej stronie i bez ramek… wśród zyliarda dostępnych układów takiego jak chciałem nie znalazłem. Ale jak już ogarnąłem co w aplikacji jest do czego i jak działa, to stworzyłem własny układ i dalej to już była czysta przyjemność dodawania zdjęć.

I jak tak dodawałem kolejne zdjęcia, na lewej stronie, na prawej stronie, na lewej, na prawej, lewej, prawej… to stwierdziłem, a co tam, zaszaleję, dodam jedno zdjęcie na dwóch stronach. Wybrałem kilka swoich zdjęć w najlepszej rozdzielczości, mam kilka takich w 80 Mpx, przyciąłem je do formatu 6:2 i umieściłem w projekcie. Wyszło cudownie.

Podsumowanie

 

Książka zdecydowanie lepiej wygląda na żywo, więc jakby ktoś miał ochotę ją zobaczyć i pomacać to zapraszam do siebie. Oczywiście jak już się nam pandemia skończy, póki co siedźcie w domu.

 

Z ludźmi z Sala Digital współpracowało mi się bardzo dobrze. Znaczy „współpraca” polegała na tym, że pisałem im co chwila maile z dziwnymi pytaniami dotyczącymi szczegółów projektowania i wydruku a oni bardzo szybko i w sposób jasny i przyjazny odpisywali mi co i jak. Ciekawe czy często mają takich kapryśnych klientów jak ja.
W każdym razie firmę szczerze polecam, może nie są najtańsi ale jakość wydruku jest naprawdę dobra. Zresztą mają co chwila całkiem spore promocje na swoje produkty i wtedy ceny są nieco bardziej przyjazne.

 

 

 

W drewnie pewnie

W drewnie pewnie

W drewnie pewnie

Dzień dobry, chciałbym kupić stół, poproszę stół… gdyby to było takie proste.

Stołu szukałem dobre kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Jeździłem po sklepach i przekopywałem internet i ciągle mi coś nie pasowało, zawsze było jakieś ale. Za duży, za mały, brzydki, nie rozkładany, ten się będzie rysował a ten za fikuśny… no zawsze coś. Zmęczony tym szukaniem, zebrałem z mojej głowy to wszystko co bym od stołu chciał i spotkałem się ze stolarzem, panem Pawłem Sumińskim, którego na facebooku można znaleźć na stronie W drewnie pewnie

Pan Paweł wysłuchał, zadał masę pytań o szczegóły mojego wymarzonego stołu, doradził, zrobił i oto jest. Stół tak piękny, że zasłużył na sesję fotograficzną. A stolarz zasłużył na podziękowanie, pochwały i polecanie innym… więc, polecam 🙂

Artykuł nie jest sponsorowany a stół jest drewniany… dębowy konkretnie. W wersji podstawowej ma 80cm szerokości i 140cm długości. Do tego dochodzą dwie przykręcane dostawki po 50cm każda, więc w sumie stół może mieć 240cm. Nogi i rama stołu są metalowe… to tak jakby się ktoś zastanawiał.

Podsumowanie roku 2018

Podsumowanie roku 2018

Podsumowanie roku 2018

Kilka miesięcy temu postanowiłem wybrać kilkadziesiąt moich najlepszych i najważniejszych dla mnie zdjęć i umieścić je w albumie. To ten, który trzymam w rękach na swoim zdjęciu na stronie głównej. Album zawiera zdjęcia od czasów początku mojej przygody z fotografią do roku 2017 włącznie. Zdjęcia z roku 2018 i kolejnych postanowiłem umieszczać co roku w kolejnym albumie jako takie portfolio i podsumowanie każdego roku.

Niedawno też pomyślałem, że fajnie by było umieścić na stronie takie podsumowanie podróży, które w tym roku odbyłem i najciekawszych zdjęć które wykonałem. Oto i ono:

Luty – Eilat, Izrael

W Polsce było zimno a ja za zimnem nie przepadam. Poszukałem w necie gdzie są ciepłe miejsca do których można tanio dolecieć. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że już za 120zł w obie strony można polecieć do Eilatu. To miasto na południu Izraela gdzie temperatura wynosiła 28 stopni gdy w Polsce było -17 stopni. Decyzję podjąłem bardzo szybko i spędziłem cudowny tydzień spacerując po kanionach, pływając przy rafie koralowej i odpoczywając przy plaży z delfinami. Więcej o tej wyprawie możecie przeczytać we wpisie Eilat – lato w środku zimy.

Maj

Maj to czas zaprzyjaźniania się z nowym aparatem. Czas spacerów po lasach i miastach oraz eksperymentowania z autoportretem i fotografią produktową.

Czerwiec – Czarnogóra

Dzięki mojemu przyjacielowi i uprzejmości sióstr z Szymanowa mogłem dołączyć do tygodniowej wycieczki do Czarnogóry. W planie po drodze były też sąsiednie kraje. Tamte regiony urzekły mnie pięknymi górami i chętnie bym tam wrócił tylko już na własną rękę by móc w pełni decydować gdzie i ile czasu spędzam. Tam też udało mi się zrobić najpiękniejsze zdjęcie portretowe jakie do tamtej pory wykonałem. 

Lipiec

W lipcu miałem ambitny plan sfotografować zaćmienie księżyca. Znalazłem na Mazurach miejscowość z niewielkim zanieczyszczeniem nieba światłem, zabrałem dwa aparaty, statywy, obiektywy i całą masę innego sprzętu i… całą noc niebo było zachmurzone i nie było widać księżyca. Planu nie zrealizowałem, ale spędziłem kilka fajnych dni w pięknych okolicznościach przyrody.

Sierpień

Wybrałem się do Chęcin na Zlot Pasjonatów Fotografii. Odbyły się tam między innymi warsztaty z fotografii portretowej oraz kulinarnej. Było też kilka wykładów i prezentacji. To tam poznałem osoby z firmy robiącej książki i albumy fotograficzne i postanowiłem swoje najlepsze zdjęcia zamknąć w takim właśnie albumie.

Wrzesień – Neapol

Kolejna zagraniczna podróż i znów wylądowałem we Włoszech. Znów, bo Włochy to najczęściej odwiedzany przeze mnie kraj ale co poradzić jak bilety tanie, klimat fajny i krajobrazy miłe dla oka. Tym razem podróż była w nieco większym gronie, ale co i jak możecie przeczytać we wpisie Neapol – atrakcje miasta i okolic.

Październik

Dobrze, że znam taką cierpliwą modelkę bo w końcu wykonałem sesję portretową z której efektów naprawdę byłem zadowolony. Dzięki Klaudia 😉

Grudzień – Malta

Czwarta zagraniczna podróż w tym roku. Znowu zima, więc znów szukałem jakiegoś ciepłego miejsca i wylądowałem na Malcie. Może nie było tak ciepło jak w lutym w Izraelu bo jedynie 19 stopni, ale piękne widoki, morze, klify i mnóstwo atrakcji to było to czego w grudniu potrzebowałem. Malta jest wspaniałym miejscem i planuję wrócić tam w przyszłym roku. A jak chcesz wiedzieć co mnie tak zachwyciło na Malcie to zapraszam do przeczytania wpisu Malta – najciekawsze miejsca.

Uważam, że to był dla mnie bardzo dobry rok. Był lepszy od poprzedniego i mam nadzieję, że będzie gorszy od następnego.

Szczęśliwego Nowego Roku! 

(Nie)rób zdjęcia pod słońce!

(Nie)rób zdjęcia pod słońce!

(Nie)rób zdjęcia pod słońce!

Nie pamiętam już ile razy i od ilu życzliwych ludzi słyszałem to zdanie, w takiej czy innej formie.

– Jak robisz zdjęcie to słońce masz mieć zawsze za plecami.

– No nie pod słońce, przecież ci nie wyjdzie!

– Prześwietlisz zdjęcie.

– Będziesz miał białą plamę.

Grożono mi nawet, że popsuję sobie oczy, albo co gorsza, aparat… wróć… aparat, albo co gorsza oczy.

Ale na szczęście moje oczy i aparat są nadal całe i nie popsute, a ja mam na koncie całkiem sporo ciekawych zdjęć, które według niektórych „speców” od fotografii nie miały prawa się udać. Oczywiście nie jest tak, że te wszystkie teorie spiskowe są wyssane z palca i śmiało można strzelać fotki celując aparatem prosto w naszą najbliższą gwiazdę. Aby zrobić ciekawe zdjęcie ze słońcem w roli głównej, albo nawet drugoplanowej potrzeba troszkę wiedzy i wprawy, jak zresztą do wszystkiego. No chyba, że chcemy po prostu zachować jakiś obraz z otaczającego nas świata, tak po prostu, aby był, na pamiątkę, by pokazać kumplowi jaka fura stała na światłach, czy po coś tam innego. Ja jednak od moich zdjęć oczekuję czegoś więcej, nie chcę by były zwykłym Print Screenem tego co widzę. Aparat to nie oko, które się automatycznie dostosowuje do panujących warunków tak by najlepiej widzieć otaczającą nas rzeczywistość… znaczy aparat też tak umie, w trybie „auto”, ale i tak daleko mu do szybkości i precyzji oka.  Aparat ma jednak jedną ważną przewagę nad okiem, można wyłączyć tryb „auto” i ręcznie ustawić choćby takie parametry jak czas naświetlania i wielkość przesłony dzięki czemu możemy na tyle ograniczyć padające na matrycę światło by spokojnie uchwycić nawet bardzo jasne obiekty, tak by straszny i okrutny blask słońca nie wypełnił całego zdjęcia. Aparat zwykle będzie próbował dobierać parametry tak by zdjęcie mniej więcej pokazywało to co widzimy normalnie. Jeżeli chcemy mieć pełną kontrolę nad parametrami musimy przełączyć aparat w tryb manualny.

Ustawiając w trybie manualnym bardzo niski czas naświetlania i mocno przymkniętą przesłonę możemy nawet w słoneczny dzień zrobić zdjęcie tak aby słonko było jasne a cała reszta ciemna.

Dodatkową przewagą aparatu nad ludzkim okiem jest uzyskiwany na zdjęciach efekt promieni, który powstaje poprzez załamywanie się światła na listkach przesłony. Liczba promieni jest zależna od liczby i kształtu  listków przesłony w używanym obiektywie. Oczywiście efekt jest do uzyskania jedynie przy użyciu aparatu z obiektywem, który taką przesłonę posiada, nie do uzyskania kompaktem czy smartfonem.

Im przesłona jest bardziej przymknięta tym efekt gwiazdki jest bardziej widoczny.

Zamiast zmniejszać ustawieniami ilość światła wpuszczanego do aparatu, możemy ustawić kadr tak by nasze fotografowane słoneczko za czymś schować, w całości lub częściowo. Nie zmieni to oświetlenia fotografowanego obszaru, a jednocześnie unikniemy promieni skierowanych wprost w delikatną i czułą matrycę naszego aparatu. Słoneczko można schować na przykład za drzewem lub innym wąskim obiektem w kadrze wielkością zbliżonym do samego słońca, tak by ono, choć schowane to nieśmiało się z za takiego obiektu wychylało. Można tez poczekać na chmurkę, która nieco rozproszy światło. A czasem i zza chmurki słonko się lubi wychylić i stworzyć delikatną poświatę.

Fotografowanie pod słońce, które kiedyś mi odradzano, i którym nie straszono stało się jednym z moich ulubionych sposobów robienia zdjęć. I za każdym razem, gdy przymierzam się do takiego zdjęcia mam satysfakcję z tego, że zdjęcie które stworze nie będzie wyglądało tak jak to co widzą moje zwykłe oczy, tylko jak to co widzą oczy mojej wyobraźni.

Jak powstaje zdjęcie?

Jak powstaje zdjęcie?

Jak powstaje zdjęcie?

Gdy na coś patrzymy to do naszego oka dociera światło pochodzące od tego na co patrzymy. Przechodzi ono przez źrenicę i soczewkę po czym skupia się na siatkówce. Takie światło, niezależnie czy wygenerowane, czy odbite od obserwowanego obiektu niesie ze sobą informacje o tym jak nasz obserwowany obiekt wygląda. Wpada ono przez oko i trafia do naszego mózgu gdzie jest skrupulatnie i szybko analizowane i przetwarzane na bieżąco na obraz w naszej głowie 🙂

Aparat działa podobnie do naszego oka. Światło przechodzi przez obiektyw składający się z soczewek i przesłony regulującej, tak jak źrenica, ilość wpadającego światła. Światło skupione przez soczewki obiektywu pada na element światłoczuły aparatu. Kliszę w aparatach tradycyjnych lub matrycę w aparatach cyfrowych.

Światło trafiające na siatkówkę w oku jest na bieżąco analizowane i przetwarzane przez mózg, natomiast światło padające na kliszę czy matrycę jest na niej „zapisywane”. Aparat jest „nieco” słabszy niż ludzkie oko i aby uzyskać odpowiedni obraz potrzebuje aby światło pochodzące od fotografowanego obiektu padało na kliszę/matrycę przez pewien czas. Powiedzmy, że aparat musi się przez pewien czas „przyglądać” by poprawnie zapisać obraz 😉 To „przyglądanie się” nazywamy naświetlaniem.

Aby pokazać wam jak wygląda taki obraz przechodzący przez obiektyw pozwoliłem sobie zaimprowizować małą sesję z obiektywem i małymi modelami 🙂

To czarne walcowate coś to oczywiście obiektyw 🙂 Światło odbite od ludków LEGO przechodzi przez obiektyw, zostaje odwrócone i pada na kartkę papieru. Gdyby zamiast kartki był tam jakiś materiał światłoczuły obraz został by na nim utrwalony… a tak to mam nadal zwykłą białą kartkę papieru 🙁

Aby na kartce uzyskać wyraźny obraz musiałem oślepić ludziki mocnym światłem tak aby światło wychodzące z obiektywu i padające na kartkę było mocniejsze niż światło otoczenia. Normalnie nie ma takiej potrzeby bo w aparacie przestrzeń między obiektywem a kliszą/matrycą jest zamknięta i nie wpada tam inne światło niż to z obiektywu.

Jak widać, do zrobienia zdjęcia wystarczy obiektyw (lub coś co spełni jego rolę) i coś na czym zdjęcie zostanie utrwalone… kartka papieru się kiepsko sprawdza 🙁

Ale mnie naszła ochota na skonstruowanie takiego prymitywnego aparatu 😀 Tylko muszę coś światłoczułego zdobyć…

Kroplą deszczu namaluję cię

Kroplą deszczu namaluję cię

Kroplą deszczu namaluję cię

Odkąd widok z okna mieszkania przedstawia coś więcej niż tylko sąsiedni blok miałem w planach ustawić aparat w oknie i zrobić kilka wieczornych zdjęć z długim czasem naświetlania. Niestety jakoś nie było dobrej okazji na taką sesję, aż do minionej środy kiedy to późnym wieczorem ulewny deszcz pozostawił na oknie krople deszczu, które mieniąc się kolorami nocnego miasta błagały by je uwiecznić na zdjęciu 😉

Umieściłem więc statyw w oknie i zacząłem eksperymentować z różnymi ustawieniami, obiektywami i soczewkami makro. Najciekawsze efekty tego eksperymentu zamieszczam poniżej 🙂