Zaznacz stronę
Paryż

Paryż

Paryż

Paryż

29 czerwca – 6 lipca 2026

Paryż

Do Paryża chciałem się wybrać już od kilku lat. Praktycznie odkąd zacząłem samodzielnie podróżować. Ale ciągle wybierałem inne kierunki. A to była nieciekawa sytuacja polityczna i zamieszki w Paryżu, a to miałem już zaplanowane inne wyjazdy. A to zaplanowany wyjazd z biura podróży został odwołany. Nie chciałem też Paryża robić na szybko w kilka dni bo miałem wobec niego spore oczekiwania. Z biegiem czasu miałem też coraz więcej obaw i trochę bałem się pojechać do Paryża by się nie rozczarować. Nasłuchałem się od kilku osób o tym jak niebezpieczny zrobił się Paryż, ilu to tam imigrantów, brudu i smrodu… i faktycznie. gdy tylko wyszliśmy z lotniska na przystanek tramwajowy to był tam brud, smród i imigranci. Kiepskie pierwsze wrażenie. Paryż nie był takim miastem o jakim marzyłem, ale mimo tego złego pierwszego wrażenia nie był też tak zły jak się obawiałem. Ale to może zasługa tego, że moje obawy były naprawdę duże. Po przymknięciu oczy i czasem nosa na niektóre aspekty ostatecznie Paryż okazał się dużo lepszy niż się obawiałem, więc moje wspomnienia z tej podróży są naprawdę dobre. 

Tym razem towarzyszyła mi moja siostrzenica, która wniosła w tę podróż sporo młodzieńczego akcentu. Przed wyjazdem przygotowaliśmy listę miejsc, które chcemy zobaczyć. Bez konkretnego planu zwiedziania dzień po dniu, tylko lista miejsc… tak ponad 70 jakoś bo w trakcie dochodziły kolejne. Pewne czasowo były tylko 4 muzea gdzie mieliśmy wcześniej kupione bilety na konkretne dni i godziny. Resztę ogarnialiśmy na bieżąco i co ciekawe prawie wszystko udało nam się zobaczyć… choć czasem tylko zobaczyć, bo po dojściu do jakiejś polecanej miejscówki z jedzeniem okazywało się, że jest mega kolejka i odpuszczaliśmy. Oprócz miejsc oczywistych na naszej liście były też mniej znane i bardziej nietypowe miejsca, które znaleźliśmy na Instagramach i innych Tik Tokach. To ciekawe doświadczenie gdy spacerując po przeciętnej z pozoru okolicy nagle trafia się na tłum ludzi robiących sobie zdjęcia na tle czegoś… i czasem gdybym sam nie miał tego zaznaczonego na mapie to nie wiedziałbym czemu ci ludzie robią zdjęcia na tle np. jakiegoś domu. Ale czasem jak z pozoru nie wiadomo było o co chodzi to chodzi o Wieżę Eiffla bo tę akurat widać fajnie gdzieś spomiędzy innych budynków. I tak nasze zwiedzanie zaczęliśmy od Wieży Eiffla, skończyliśmy na niej i wiele razy i o różnych porach dnia i nocy w ciągu tego tygodnia pod nią lub w jej okolice z różnych stron trafialiśmy.

Oczywiście widzieliśmy też inne znane miejsca poza Wieżą Eiffla. Kupiliśmy tygodniowy bilet na metro, autobusy i pociągi, więc mogliśmy się sprawnie poruszać po mieście i jego okolicach. Podeszliśmy pod Bazylikę Sacré-Cœur skąd rozciągał się widok na miasto, pojechaliśmy do Wersalu zobaczyć ogrody i pałac, spacerowaliśmy po Ogrodzie Luxemburskim i centrum gdzie na wyspie jest słynna Katedra Notre Dame. Samą katedrę czy Luwr z zewnątrz mijaliśmy wielokrotnie bo były po drodze do dziesiątek innych mniej znanych celów naszych wypraw.

Oprócz Wersalu zobaczyliśmy dwa inne znane paryskie muzea. Luwr z charakterystyczną szklaną piramidą i Mona Lisą oraz Muzeum d’Orsay, którego wnętrze zdecydowanie bardziej mi przypadło do gustu niż Wersal i Luwr.

Jednak największym zaskoczeniem dla mnie była galeria Dior dodana na listę przez moją siostrzenicę. Ja mialem mieszane uczucia przed wizytą ale na miejscu już od wejścia poczułem się oczarowany wnętrzem. Modą nie interesuję się nic a nic, ale forma prezentacji, te kolory, ład, światło sprawiły, że po chaosie miasta moje oczy i mój umysł po prostu odpoczywały… 

Reszta czasu upłynęła nam na wędrowaniu do tych dziesiątek różnych miejsc. Trochę sklepów, trochę miejsc widokowych, całkiem sporo miejsc znanych z filmów jak Emily w Paryżu czy Miraculum: Biedronka i Czarny Kot. Do tego miejscówki z jedzeniem, obowiązkowe makaroniki, croissanty, frytki z serem i inne dobra.

Podsumowanie

Pomimo obaw wizyta w Paryżu okazała się fantastycznym doświadczeniem. Miasto nie jest idealne, ma sporo miejsc brzydkich i brudnych, ale ma też wiele pięknych i to na nich się skupiałem. Mimo, że zobaczyliśmy bardzo dużo to i tak ta podróż jak każda inna pozostawiła lekki niedosyt i chęć powrotu. By do części miejsc wrócić ale też zobaczyć te, które tym razem sobie odpuściliśmy. Bo choć Wieżę Eiffla widzieliśmy wiele razy z różnych stron to na samej wieży nie byliśmy. Ale jak to kiedyś powiedział mi przyjaciel: widok z Wieży Eiffla jest słaby bo z Wieży Eiffla nie widać Wieży Eiffla.

Lazurowe wybrzeże

Lazurowe wybrzeże

Lazurowe wybrzeże

Lazurowe wybrzeże

16 -19 marca 2025

Lazurowe Wybrzeże

Po krótkim pobycie w Budapeszcie dotarłem do Nicei – miasta, które od samego początku zachwyciło mnie swoją atmosferą. A pomysł na Niceę urodził się podczas szukania celów podróży. Kryterium był koszt i łatwość dotarcia oraz by temperatury były wyższe niż w Polsce. Dodatkowym atutem Nicei była bliskość księstwa Monako  dzięki czemu mogłem odhaczyć kolejny kraj w moim planie odwiedzenia 40 krajów przed czterdziestką.

Nicea przywitała mnie fantastyczną słoneczną pogodą. A w kontraście do pochmurnego Budapesztu rano cieszyło mnie to jeszcze bardziej. Zwiedzanie miasta zacząłem od spaceru Promenadą Anglików. Wiał spory wiatr i mogłem się pozachwycać widokiem fal rozbijających się o brzeg. Zameldowałem się w hostelu by zostawić rzeczy i ruszyłem  na dalsze zwiedzanie. Spacer po Starym Mieście był okazją do spróbowania lokalnych specjałów – pissaladière i lodów mandarynkowych. Wdrapałem się na lokalną górę by podziwiać z niej widok na miasto. Odwiedziłem też dworzec kolejowy, żeby sprawdzić połączenia do Monako, które zaplanowałem na następny dzień.

Monako – miasto luksusu i malowniczych widoków

Rano ruszyłem pociągiem do Monako. Pierwszym przystankiem był budynek Oceanarium, który podziwiałem z zewnątrz, a następnie ogrody egzotyczne z niesamowitym widokiem na port. Spacerując dalej, dotarłem do katedry, gdzie pomodliłem się i podziwiałem wnętrze wykonane z ciemnego kamienia. Chwilę później byłem już pod Pałacem Książęcym, gdzie po zakupie pamiątek obejrzałem zmianę warty.

Kolejnym punktem było słynne kasyno Monte Carlo i jego okolice – miejsce pełne luksusowych samochodów i eleganckich budynków. Nie mogłem też pominąć słynnego zakrętu Grand Hotel Hairpin, najbardziej charakterystycznego fragmentu toru F1 w Monako. Po wszystkim postanowiłem zobaczyć plażę Larvotto, gdzie mimo wczesnej pory roku ludzie się opalali i kąpali. Spacerowałem jeszcze dalej, aż do granicy Monako, a potem zdecydowałem się iść wzdłuż francuskiego wybrzeża do kolejnej stacji kolejowej, skąd wróciłem do Nicei.

Cannes – miasto filmowego blasku

Kolejnego dnia postanowiłem odwiedzić Cannes. Po krótkiej podróży kolejowej moim pierwszym celem były słynne schody z czerwonym dywanem, które na szczęście tam były! Następnie spacerowałem wzdłuż wybrzeża, podziwiając port i promenadę. Wspiąłem się na wzgórze, gdzie znajduje się Stare Miasto z wąskimi, klimatycznymi uliczkami. Pogoda niestety nie była idealna – pochmurno, momentami deszczowo – ale i tak spacer był przyjemny. Na szczycie zwiedziłem kościół i podziwiałem panoramę miasta. Po zejściu w dół, pospacerowałem jeszcze wzdłuż plaży i udałem się na dworzec, skąd miałem godzinę do odjazdu pociągu, więc zrobiłem sobie jeszcze krótką przerwę na gorącą czekoladę w kawiarni.

Antibes – nadmorski urok i zabytkowy fort

W drodze powrotnej wysiadłem w Antibes. Najpierw odwiedziłem Fort Carré, który zrobił na mnie umiarkowane wrażenie – panorama portu była ładna, ale sam fort nie miał w środku zbyt wiele do zaoferowania. Po krótkiej wizycie ruszyłem na południe, spacerując murami wzdłuż wybrzeża. Stare Miasto w Antibes okazało się jednym z najładniejszych miejsc, jakie odwiedziłem – pełne wąskich, kamiennych uliczek, kolorowych okiennic i wszechobecnych kwiatów. Tam też zjadłem coś na szybko, a potem wsiadłem do pociągu powrotnego do Nicei.

Nicea – góry, widoki i odpoczynek

Wysiadłem na stacji Nice-Riquier z zamiarem wejścia na Mont Boron, ale szybko zmieniłem zdanie i skorzystałem z autobusu, który podwiózł mnie niemal na szczyt. Stamtąd ruszyłem do Fort Alban i dalej do Fort Baron, a następnie do punktu widokowego Petite Batterie. Widoki były świetne, a trasa spokojna. Na koniec dnia wróciłem do miasta i odpocząłem nad morzem.

Eze – średniowieczne klimaty

Ostatniego dnia podróży odwiedziłem Eze. To urokliwe miasteczko położone na wzgórzu zachwyca wąskimi uliczkami i niesamowitymi widokami. Wszedłem do Ogrodu Botanicznego na szczycie, skąd można podziwiać całą okolicę – zdecydowanie warte odwiedzenia!

Ostatnie chwile na Lazurowym Wybrzeżu

Po wizycie w Eze udałem się do Beaulieu-sur-Mer, gdzie przespacerowałem się po porcie i dotarłem do willi Kerylos – nie wszedłem do środka, bo cena 13 euro nie wydawała mi się warta. Stamtąd ruszyłem malowniczą trasą do Villefranche-sur-Mer, podziwiając widoki na zatokę.

Ostatnim punktem podróży był Park Phoenix w Nicei, położony tuż obok lotniska. Tropikalna szklarnia, flamingi i spokojna atmosfera sprawiły, że był to idealny sposób na zakończenie wyjazdu przed powrotem do Polski.

Podsumowanie

Cała wyprawa była świetnym doświadczeniem! Jeśli miałbym coś zmienić, to pewnie połączyłbym wizytę w Monako z Menton, bo Monako nie wymaga całego dnia zwiedzania. Poza tym, wyjazd był bardzo udany – bez ścisłego planowania, ale z maksymalnym wykorzystaniem czasu. Lazurowe Wybrzeże zdecydowanie warte jest odwiedzenia!