Puszcza Kampinoska

Puszcza Kampinoska

Puszcza Kampinoska

O Puszczy Kampinoskiej słyszałem wielokrotnie, ale jakoś nie udało mi się nigdy wcześniej do niej wybrać. Zawsze było jakieś ‚ale’, ale tym razem się udało… choć nie wszyscy, a raczej nie wszystko chciało bym dotarł na miejsce…

Znalazłem w internecie (o tu) opisy ścieżek dydaktycznych w Puszczy Kampinoskiej, wybrałem pierwszą z nich i ruszyłem do Truskawia. Po drodze nawigacja w Mapach Google postanowiła mi zrobić Prima Aprilisowy żart i nawigować mnie w inne miejsce niż wyznaczyłem. Nie, nie inną trasą, do tego się już przyzwyczaiłem… w inne miejsce! Nie pomogło nawet ponowne wyznaczanie trasy. Wyznaczony punkt docelowy i koniec trasy to w aplikacji były dwa różne miejsca, oddalone od siebie o około 8 kilometrów! Na szczęście zorientowałem się, że ktoś mnie próbuje zrobić w konia i dalej jechałem korzystając z mapy jak człowiek 🙂

Po dojechaniu na miejsce, zostawiłem autko na parkingu, który znajduje się przy samym lesie i ruszyłem na szlak. W lesie jak to w lesie, niewiele widać bo drzewa wszystko zasłaniają 😛 Pogoda była ładna, więc i ludzi sporo. Jakieś trzy dziewczyny szukały koleżanki, która im się zapodziała gdzieś w lesie…
Las jest zadbany, szerokie i równe ścieżki, wygodne zarówno do spacerowania jak i jazdy rowerem, miejsca gdzie można usiąść i odpocząć oraz tablice dydaktyczne opisujące różne miejsca. W lesie jest sporo cieków wodnych i spora część terenu jest podmokła… ale zaraz przez to lanie wody podmokły będzie i ten wpis, więc już kończę i wrzucam zdjęcia. Miłego oglądania.

Na prawie koniec mała panorama 🙂

 

I dwa zdjęcia… inne… z którymi jest coś nie tak…

 

Moja pierwsza jazda rowerem…

Moja pierwsza jazda rowerem…

Moja pierwsza jazda rowerem…

… elektrycznym 😉

Ale zacznijmy od początku. Byłem dziś na Stadionie Narodowym, gdzie odbywają się targi BikeExpo. Kilku wystawców prezentowało swoje rowery jak i różnorodny sprzęt rowerowy… ale ja się na rowerach nie znam, więc ciężko mi napisać co tam konkretnie było i czy jest to warte wydania 17 złotych, bo tyle właśnie kosztuje normalny bilet na targi. Ja na szczęście miałem darmową wejściówkę, więc nie mam czego żałować.

Same targi nieco mnie rozczarowały. Stoisk było niewiele, aby obejść wszystko wystarczyłoby 5 minut. Rowery na większości stoisk były… hmm… „dziwne”, tak to dobre słowo. To z pewnością nie są to targi  dla zwykłych śmiertelników szukających roweru do jazdy po mieście czy rodzinnych wycieczek.

Z przygotowanych atrakcji warto wspomnieć o pokazie skoków i akrobacji na rowerach. Myślałem, że pokaz ten będzie na płycie stadionu, ale niestety był w budynku, tam gdzie stoiska. A szkoda, bo myślę, że na płycie prezentował by się zdecydowanie lepiej. Zrobiłem kilka zdjęć, ale oszklona ściana stadionu tuż za skaczącymi rowerzystami nie najlepiej sprawdziła się jako tło :/

Kolejną atrakcją, usytuowaną na zewnątrz przed wejściem na targi i dostępną za darmo jest możliwość pojeżdżenia sobie różnymi rowerami, w tym wspomnianymi już na początku rowerami elektrycznymi. Pierwszy raz jechałem takim rowerem i muszę przyznać, że jest to ciekawe doświadczenie, gdy naciskając lekko pedał czuję jak rower wyrywa do przodu 🙂

    Czy warto wybrać się na BikeExpo? Cóż… jeżeli nie jesteś fanem rowerów to myślę, że samą strefę wystawców możesz sobie darować, szkoda 17 zł. Jeżeli jednak nie masz ciekawszych planów na weekend i jesteś w Warszawie to polecam wybrać się przed stadion tylko po to by pojeździć różnymi rowerami, których ceny wykraczają poza budżet zwykłego śmiertelnika 😉

     

     

     

    Raszyn

    Raszyn

    Raszyn

    Tak jak wczoraj, metoda wyboru miejsca na spacer i zdjęcia była prosta. Odpalić mapę Google i wybrać losowo jedną z zielonych plam w okolicy Warszawy. Tym razem skierowałem wzrok na dól monitora i padło na Raszyn. Trochę lasów, trochę stawów i jakiś pałacyk. Spakowałem aparat i ruszyłem w drogę.

    Dziś pogoda nieco mniej dopisała, słonko chowało się za chmurki a wiejący wiatr wcale nie sprawiał, że było cieplej. Ale kilka zdjęć zrobiłem, więc bez zbędnego opisywania… oto one.

    Las Bielański

    Las Bielański

    W końcu zrobiło się cieplej. Korzystając więc z okazji, bo to chwilowa fanaberia pogody, postanowiłem spędzić ten dzień na łonie przyrody… no w miarę, bo nadal w Warszawie. Otworzyłem więc mapy Google, włączyłem widok satelity i wybrałem jedną z zielonych plam w stolicy.

    Jak można wywnioskować z tytułu zielona plama okazała się Lasem Bielańskim. Trochę o nim poczytałem, sprawdziłem na Street View gdzie tam można zaparkować i ruszyłem w drogę. Na miejscu okazało się, że całkiem sporo ludzi obrało za dzisiejszy cel Las Bielański. Samochodów było dużo więcej niż na zdjęciach Google, ale znalazło się wolne miejsce i dla mnie. Słoneczko przyjemnie grzało, w nozdrzach zapach lasu a w uszach śpiew ptaków… no i aparat w plecaku, ale o nim przypomniałem sobie trochę później. Zresztą nic mnie jakoś specjalnie nie zachęcało do uwiecznienia na zdjęciu. Jednolity kolor wszystkiego nie ułatwiał znalezienia ciekawego kadru. Sam las bardzo mi się podobał, świeże powietrze, zróżnicowanie terenu i śpiew ptaków sprawiał, że czułem się tam bardzo dobrze, zwłaszcza poza głównymi ścieżkami. Ale to nie jest coś co da się oddać na zdjęciach, zresztą popatrzcie sami.

    Później przeszedłem sobie pod Wisłostradą i kontynuowałem mój spacer brzegiem Wisły. Nie było tam jakiejś eleganckiej drogi do spacerowania. Jedynie wąska czasem bardzo umowna ścieżka z przeszkodami w postaci strumieni czy przewalonych drzew. Nadwiślański krajobraz nie był już tak bardzo monochromatyczny i udało mi się zrobić kilka, moim zdaniem, ciekawych ujęć.

    Próbowałem też trochę eksperymentować ze słońcem przebijającym się przez korony drzew i krótkim czasem naświetlania, ale efekt nie do końca mnie zadowala.

    Takie zdjęcia wychodzą fajniej gdy słońce jest już, albo jeszcze, nisko nad horyzontem. Wtedy w kadrze może być też ziemia a drzewa rzucają efektowne cienie.

    Cały spacer zajął mi 4 godziny, przeszedłem 14 kilometrów, miałem zamiar pochodzić jeszcze trochę by zrobić zdjęcia z już zachodzącym słońcem. Niestety bateria w aparacie miała inne plany. Może innym razem.

    A na koniec zdjęcie fotografa. To ja 😛

     

    Las Bielański

    Wilanów nocą

    Wilanów nocą

    Wilanów nocą

    Już tu gdzieś był jakiś wpis ze zdjęciami z jednej z poprzednich edycji ogrodu światła. Tym razem tematyka przyrodnicza… kwiatki, grzybki, robaczki, pszczółki i ślimaki 🙂

    I to tyle jeśli chodzi o wstęp. Nie chce mi się więcej pisać, pooglądaj zdjęcia 🙂

    Sztuka owocowo warzywna.

    Sztuka owocowo warzywna.

    Sztuka owocowo warzywna.

    W Skierniewicach co roku odbywa się Święto Kwiatów Owoców i Warzyw. Jest to weekendowa impreza, podczas której skierniewickie ulice są oblegane przez setki wystawców i sprzedawców, chcących zaprezentować i sprzedać swoje kwiaty, owoce i warzywa… i kiełbasy, kołacze, tatarskie jadło, watę cukrową, balony, oscypki z boczkiem, nożyki, ostrzałki i ściereczki z mikrofibry… słowem wszystko.

    Ale ja nie o tym. Poza ulicznymi kramami są różne imprezy i wystawy towarzyszące. Jedną z nich jest wystawa różnych kompozycji stworzonych z kwiatów, owoców i warzyw prezentowanych na hali Ośrodka Sportu i Rekreacji.

    Nie miałem wprawdzie ze sobą lustrzanki, ale aparat w telefonie też spisał się całkiem nieźle. A że dawno już nic nie umieszczałem na stronie, postanowiłem wrzucić te kilka zdjęć, poprzedzając je tym krótkim, niewiele wnoszącym tekstem 😛