Raszyn

Raszyn

Tak jak wczoraj, metoda wyboru miejsca na spacer i zdjęcia była prosta. Odpalić mapę Google i wybrać losowo jedną z zielonych plam w okolicy Warszawy. Tym razem skierowałem wzrok na dól monitora i padło na Raszyn. Trochę lasów, trochę stawów i jakiś pałacyk. Spakowałem aparat i ruszyłem w drogę.

Dziś pogoda nieco mniej dopisała, słonko chowało się za chmurki a wiejący wiatr wcale nie sprawiał, że było cieplej. Ale kilka zdjęć zrobiłem, więc bez zbędnego opisywania… oto one.

Las Bielański

Las Bielański

W końcu zrobiło się cieplej. Korzystając więc z okazji, bo to chwilowa fanaberia pogody, postanowiłem spędzić ten dzień na łonie przyrody… no w miarę, bo nadal w Warszawie. Otworzyłem więc mapy Google, włączyłem widok satelity i wybrałem jedną z zielonych plam w stolicy.

Jak można wywnioskować z tytułu zielona plama okazała się Lasem Bielańskim. Trochę o nim poczytałem, sprawdziłem na Street View gdzie tam można zaparkować i ruszyłem w drogę. Na miejscu okazało się, że całkiem sporo ludzi obrało za dzisiejszy cel Las Bielański. Samochodów było dużo więcej niż na zdjęciach Google, ale znalazło się wolne miejsce i dla mnie. Słoneczko przyjemnie grzało, w nozdrzach zapach lasu a w uszach śpiew ptaków… no i aparat w plecaku, ale o nim przypomniałem sobie trochę później. Zresztą nic mnie jakoś specjalnie nie zachęcało do uwiecznienia na zdjęciu. Jednolity kolor wszystkiego nie ułatwiał znalezienia ciekawego kadru. Sam las bardzo mi się podobał, świeże powietrze, zróżnicowanie terenu i śpiew ptaków sprawiał, że czułem się tam bardzo dobrze, zwłaszcza poza głównymi ścieżkami. Ale to nie jest coś co da się oddać na zdjęciach, zresztą popatrzcie sami.

Później przeszedłem sobie pod Wisłostradą i kontynuowałem mój spacer brzegiem Wisły. Nie było tam jakiejś eleganckiej drogi do spacerowania. Jedynie wąska czasem bardzo umowna ścieżka z przeszkodami w postaci strumieni czy przewalonych drzew. Nadwiślański krajobraz nie był już tak bardzo monochromatyczny i udało mi się zrobić kilka, moim zdaniem, ciekawych ujęć.

Próbowałem też trochę eksperymentować ze słońcem przebijającym się przez korony drzew i krótkim czasem naświetlania, ale efekt nie do końca mnie zadowala.

Takie zdjęcia wychodzą fajniej gdy słońce jest już, albo jeszcze, nisko nad horyzontem. Wtedy w kadrze może być też ziemia a drzewa rzucają efektowne cienie.

Cały spacer zajął mi 4 godziny, przeszedłem 14 kilometrów, miałem zamiar pochodzić jeszcze trochę by zrobić zdjęcia z już zachodzącym słońcem. Niestety bateria w aparacie miała inne plany. Może innym razem.

A na koniec zdjęcie fotografa. To ja 😛

 

Wilanów nocą

Wilanów nocą

Już tu gdzieś był jakiś wpis ze zdjęciami z jednej z poprzednich edycji ogrodu światła. Tym razem tematyka przyrodnicza… kwiatki, grzybki, robaczki, pszczółki i ślimaki 🙂

I to tyle jeśli chodzi o wstęp. Nie chce mi się więcej pisać, pooglądaj zdjęcia 🙂

Sztuka owocowo warzywna.

Sztuka owocowo warzywna.

W Skierniewicach co roku odbywa się Święto Kwiatów Owoców i Warzyw. Jest to weekendowa impreza, podczas której skierniewickie ulice są oblegane przez setki wystawców i sprzedawców, chcących zaprezentować i sprzedać swoje kwiaty, owoce i warzywa… i kiełbasy, kołacze, tatarskie jadło, watę cukrową, balony, oscypki z boczkiem, nożyki, ostrzałki i ściereczki z mikrofibry… słowem wszystko.

Ale ja nie o tym. Poza ulicznymi kramami są różne imprezy i wystawy towarzyszące. Jedną z nich jest wystawa różnych kompozycji stworzonych z kwiatów, owoców i warzyw prezentowanych na hali Ośrodka Sportu i Rekreacji.

Nie miałem wprawdzie ze sobą lustrzanki, ale aparat w telefonie też spisał się całkiem nieźle. A że dawno już nic nie umieszczałem na stronie, postanowiłem wrzucić te kilka zdjęć, poprzedzając je tym krótkim, niewiele wnoszącym tekstem 😛

Góry Stołowe

Góry Stołowe

Przedłużając sobie i tak długi weekend w okolicach Bożego Ciała wybrałem się w Góry Stołowe. Byłem w nich kiedyś jako dziecko i nie pamiętałem zbyt wiele, ale pamiętałem, że góry te, zwłaszcza masyw Szczelińca Wielkiego i Błędne Skały bardzo mi się podobały 🙂

Tym razem oprócz wymienionych wyżej atrakcji przyrodniczych udało mi się zobaczyć jeszcze kilka ciekawych miejsc i atrakcji. Było to możliwe po pierwsze dlatego, że byłem tam dłużej niż ostatnio i po drugie byłem autkiem dzięki czemu mogłem sobie jeździć gdzie chcę i kiedy chcę, a biorąc pod uwagę, że plan zmieniał się dynamicznie było to bardzo pomocne.

Na pierwszy ogień poszedł Szczeliniec Wielki i Błędne Skały. Szczeliniec zawdzięcza swą nazwę szczelinom skalnym, których pełno w całym masywie. Nie raz zwiedzający go turysta musiał się trochę powyginać by przejść przez wąskie ścieżki między skałami. Podobna gimnastyka czekała mnie w skalnym labiryncie Błędnych Skał. Były momenty gdzie naprawdę trzeba było nieźle wyginać śmiało ciało niosąc w jednej ręce plecak, a w drugiej aparat… tak wiem, że plecak nosi się na plecach, ale szczeliny były tak wąskie, że z plecakiem na plecach się po prostu nie dało… Zresztą zobaczcie sami…

Później pogoda się troszkę popsuła, ale nie robiło mi to różnicy bo większość zwiedzanych w kolejne dni obiektów była pod ziemią… i to całkiem głęboko. Podziemne zwiedzanie Gór Stołowych zacząłem od kopalni rudy w Nowej Rudzie. Kopalnia jest dobrze przygotowana do ruchu turystycznego. Oprócz samej kopalni jest też muzeum górnictwa i atrakcja w postaci podziemnej kolejki, którą wyjechaliśmy z kopalni. Całe zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, dzięki, któremu można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, np. że kolor kasku oznaczał pełnioną funkcję w kopalni i górnicy z żółtym kaskiem byli w kopalni nietykalni, nawet windami jeździli sami… czemu? Cóż pojedź do Nowej Rudy i przekonaj się 🙂

W tym samym dniu udało mi się jeszcze zwiedzić dwa z siedmiu „podziemnych miast” wybudowanych przez niemców w czasie drugiej wojny światowej. Tylko część z nich jest udostępniona turystom, a nawet te najlepiej zbadane kryją w sobie jeszcze wiele tajemnic bo nie wszystkie korytarze odnaleziono. Są podejrzenia, że to co znamy to tylko niewielka część całego kompleksu.

Kolejną, jak dla mnie najciekawszą atrakcją była kopalnia złota w Złotym Stoku. Bardzo dobre i bogate zaplecze turystyczne. Oprócz samego zwiedzania kopalni, tak jak w Nowej Rudzie jest przejażdżka podziemna kolejką, a także rejs łódką w  zalanej sztolni kopalni, gdzie krystalicznie czysta woda jest… trująca, a w mniejszych ilościach uzależniająca. Woda w tej sztolni jest bardzo bogata w arsen, który tez był w tej kopalni wydobywany. W kopalni jest też ściana wypełniona najróżniejszymi tabliczkami ostrzegawczymi, niektóre z nich są naprawdę… dziwne. 40 metrów pod ziemią, jest też podziemny wodospad, a na powierzchni można było też spróbować swoich sił w wypłukiwaniu złota, lub samemu wybić monetę. W pobliżu kopalni jest też park linowy z mega długą tyrolką nad kopalnią odkrywkową.

Nieopodal znajduje się też średniowieczny park techniki gdzie można zobaczyć jak wyglądały niektóre narzędzia używane w średniowieczu. Wszystkie działające i każdego można było dotknąć i użyć. Dodatkową atrakcją parku jest tunel strachu, chata kata, który ma bardzo duże poczucie humoru i możliwość przejechania się czołgiem zaprojektowanym przez samego Leonarda Da Vinci.

A na koniec, już w drodze powrotnej skręciłem sobie do ogrodu w stylu japońskim, znajdującym się nieopodal Kudowy Zdrój. Jadąc z Kudowy należy skręcić w prawo jeszcze przed zabytkowym wiaduktem kolejowym.

Podsumowując… okolica bardzo ciekawa, bogata w różne atrakcje. Udało mi się jeszcze zobaczyć między innymi Kaplicę Czaszek, Muzeum Zabawek czy Szlak Ginących Zawodów. Jednak atrakcji w Górach Stołowych jest tyle, że pewnie jeszcze nie raz tam wrócę, Ciebie również zachęcam do zwiedzenia tego zakątka na obrzeżach naszej pięknej Polski.

Shema Israel…

Shema Israel…

Miałem okazję przeżywać piękne lato tej zimy 🙂 W połowie lutego wybrałem się w miejsce, które jest kolebką naszej wiary, do Izraela – Ziemi Świętej. Miejsce doprawdy wspaniałe, począwszy od zapierających dech w piersiach krajobrazów gór i pustyni, przez różnorodność kultur i wyznań,  po świadomość oglądania i przebywania w miejscach w, których przebywał Jezus.

Byłem w Betlejem w miejscu w którym się narodził i wychował oraz w Ain-Karem, gdzie Maryja odwiedziła Elżbietę. W Jerozolimie i okolicach, wszedłem do wieczernika, widziałem ogród oliwny, miejsce gdzie Jezus nauczył modlitwy „Ojcze nasz”, przeszedłem drogę krzyżową aż po miejsce gdzie stał krzyż i gdzie był grób. Płynąłem po jeziorze Galilejskim, byłem w miejscu prymatu św. Piotra, tam gdzie po obfitym połowie 153 ryb Jezus Zmartwychwstały jadł śniadanie z uczniami i gdzie pytał Piotra „Czy miłujesz mnie więcej?”. Byłem w takich miastach jak Kafarnaum, Betania, Nazaret, Jerycho, Cezarea, Hajfa czy Kana Galilejska gdzie odbywało się wesele na którym Jezus zamienił wodę w wino.

Jerozolima nocą

Jednym z najciekawszych przeżyć było wejście na górę Synaj, zwaną górą Mojżesza, tą samą na której Mojżesz otrzymał od Boga tablice z dziesięciorgiem przykazań… w dwóch kopiach 😀 Na gorę wchodziliśmy w nocy, tak by ze szczytu zobaczyć wschód słońca. Wchodziliśmy dość długo, ponad 3 godziny, w ciemności rozświetlanej tylko naszymi latarkami i pięknym gwiaździstym niebem, w wędrówce towarzyszyły nam wielbłądy… śmierdzące i wydające nieopisane odgłosy 😉

Na koniec wyjazdu czekała nas jeszcze jedna ciekawa atrakcja, mianowicie kąpiel w Morzu Martwym. I teraz osobiście mogę poświadczyć, że legendy mówiące o tym, że w tym morzu nie można utonąć są prawdziwe 🙂 Bardzo ciekawe doświadczenie, polecam wszystkim bardzo gorąco… no właśnie gorąco… Gdy w Polsce było -5 stopni i leżał śnieg, ja wygrzewałem się na plaży w 30 stopniowym upale 😛

Oczywiście cały czas miałem przy sobie aparat, bo jakże by inaczej. Miałem też swój nowy nabytek, mianowicie mały statyw z wyginanymi elastycznymi nóżkami i muszę przyznać, że spisał się rewelacyjnie. Nie ważne czy chciałem ustabilizować aparat na kamieniu gdzieś na Synaju, czy przyczepić do jakiejś barierki czy słupka w środku miasta, statyw zdał egzamin celująco… no może z małym minusem, bo miał niekiedy problemy z utrzymaniem aparatu z cięższym obiektywem. Co do samych zdjęć to było ich duuuużo, po selekcji, zostało troszkę mniej, ale i tak za dużo by tu się wszystkimi chwalić, dlatego też wybrałem tylko „kilka”, moim skromnym zdaniem najciekawszych.