Zaznacz stronę
Gruzja

Gruzja

Gruzja

 25 kwietnia – 2 maja 2023

Wyjazd do Gruzji róznił się od mojch poprzednich wyjazdów. Nie zorganizowałem go sam ani nie byla to wycieczka z biura podroży. Wspólne zwiedzanie Gruzji zaproponowaly mi dwie osoby, ktore poznałem na Maderze. Nie zastanawialem sie dlugo i ostatecznie w cztery osnby polecielismy do Gruzji. Spotkalismy się na miejscu bo lecieliśmy osobnymi samolotami. Jeden z Warszawy, drugi z Katowic. Za bilety w obie strony zapłaciłem 240zł z tym, że wracalismy już wszysty razem do Katowic.

Na lotnisku w Kutaisi zakupilśmy karty sim z nielimitowanym internetem na tydzień. Karty kosztowaly 10 GEL czyli około 1u zł. Następnie udaliśmy się na parking gdzie czekało wypożyczone przez nas autko z napęden na 4 koła. Po dość karkołomnej próbie  dogadania się z człowiekiem, który podstawił auto udało nam się je w końcu odpalić i odjechać. Minęliśmy kilka krów, świń i nieczynnych stacji paliw. W końcu trafiliśmy też na taką gdzie mieli paliwo, zatankowaliśmy i ruszyliśmy w drogę. Ku wyznaczonym wcześniej na mapie atrakcjom.

Kanion Okatse

PIerwszą z nich był właśnie Kanion Okatse znajdujący się około 50km na północ od lotniska w Kutaisi. Zostawiliśmy autko na parkingu przed budynkiem z kasami biletowymi, kupiliśmy bilety po 15 GEL i ruszyliśmy przez park w stronę kanionu. Droga przez park ma około 2km i dochodzimy do budki gdzie są sprawdzane bilety. Tam schodzimy w stronę kanionu do zawieszonych przy skale metalowych chodników, którymi spacerujemy nad kanionem aż do tarasu widokowego.

Gorący wodospad

Kolejnym punktem pierwszego dnia był Gorący wodospad w okolicach Senaki. Z podziemnych źródeł wydobywa się tam gorąca, dająca nieco siarką woda.  Po kilkunastu metrach spływa po niewielkiej skarpie do rzeki gdzie osadzając się tworzy swego rodzaju skamieniały wodospad. Gorąca woda rozlewa się po kamienistej plaży i zatrzymuje w licznych wgłębieniach tworząc mini baseny z gorącą wodą. Woda w nich jet wciąż tak gorąca że dla zwykłych śmiertelników (czyli dla nas) ciężko jest w niej nawet ustać, nie mówiąc już o tym by w takim baseniku posiedzieć. Jednak byli też amatorzy moczenia się w basenikach jak i prysznicu pod wodospadem. Nawigacja Google nie poprowadzi pod sam wodospad, bo na mapie nie ma drogi zjazdowej. Jest ona jednak widoczna na zdjęciu satelitarnym.

Bananowe sady

Na koniec pierwszego dnia zajechaliśmy jeszcze na chwilę do miasta portowego Poti a potem już na nocleg do Ureki. Kolejnego dnia ruszyliśmy wzdłóż wybrzeża w stronę Batumi. Po drodze zatrzymując się czasem na zdjęcie. Dłuższy postój zrobiliśmy w Tsikhisdziri by zobaczyć „Bananowe sady”. Atrakcja niezbyt dobrze oznaczona, drogi kręte a parking przy jakiejś ruinie. Dalej jednak, schodząc w stronę morza dotarliśmy do całkiem ładnie utrzymanego parku.  Jedna ścieżka prowadziła przez tory kolejowe do plaży i kamiennych bloków. Druga, do drewnianych platform nad samą wodą gdzie znajdował się też bar (w kwietniu nieczynny) i niewielki wodospad (czynny). Ujęcia z tego miejsca możesz zobaczyć na moim filmie od 50 sekundy. Oficjalnie to miejsce nazywa się chyba Tsikhisdziri Garden ale jak pytaliśmy miejscowego o drogą to użył słów „Bananowe sady” i tak już nam zostało.

 

Batumi

Celem drugiego dnia podróży po Gruzji było Batumi… ach Batumi, herbaciane pola… zaraz co? Żadnych herbacianych pól nie widzieliśmy. Do Batumi zajechaliśmy głównie na nocleg przed dalszą podróżą, bo do Gruzji przylecieliśmy głównie z myślą o krajobrazach i atrakcjach naturalnych. Nie odmówiliśmy sobie jednak wieczornego spaceru po mieście, czy krótkiego plażowania w miejscu nad którym przelatywały lądujące na pobliskim lotnisku samoloty.

 

Wodospad Makhuntseti

Od Batumi podróżowaliśmy na Wschód. Zawsze na Wschód… pierwszym celem tej podróży był Wodospad Makhuntseti. Znajduje się on około 30 km od Batumi niedaleko głównej drogi. Wodospad ma 50 metrów wysokości i tworzy niewielkie jeziorko. W okolicy znajduje się też kamienny most króla Tamaru, zwany również Mostem Makhuntseti.

 

Przełęcz Goderzi

Jadąc dalej na wschód zaniepokoiły nas nieco znaki mówiące o nieprzejezdnej drodze przez przełącz Goderzi. To by oznaczało konieczność powrotu do Batumi, wybrzeżem z powrotem na północ i droga na wschód północną częścią kraju… czyli de facto musielibyśmy okrążyć całą Gruzję. Zatrzymaliśmy się na obiad w dobrze ocenianej restauracji i podpytaliśmy o tę drogę. Właściciel restauracji skontaktował się z kimś mieszkającym w okolicach przełęczy i dostaliśmy świeże zdjęcia ze stanu dróg. Nie zachwycały, ale nie były też przerażające. Jechaliśmy wolno… asfalt skończył się dość szybko a poziom pofałdowania nawierzchni nie pozwalał na osiągnięcie prędkości większych niż 20-30 km na godzinę.  Słońce zachodziło gdy byliśmy w górach. Widok piękny, ale przydał by się jakiś nocleg. Dojechaliśmy do ośrodka narciarskiego gdzie stało kilka hoteli. Wszystkie puste i zamknięte. Ruszyliśmy więc dalej, da wschód w kierunku cywilizacji. I choć przy drodze zalegały 2-3 metrowe zaspy śniegu to sama droga była dobra… znaczy bez śniegu i lodu, ale nadal z dziurami i koleinami. W końcu zaczęliśmy dostrzegać pierwsze oznaki ludzkiej obecności i upragniony asfalt. DAlej już z górki do najbliższego miasteczka na nocleg. Tam sympatyczny Pan gospodarz rozdał wszystkim kapcie i mogliśmy w końcu iść spać.

Wardzia

Wypoczęci ruszyliśmy ku kolejnej atrakcji w naszym planie. Wardzia to kompleks jaskiń wykutych w zboczu skały. To ogromne skalne miasto ma prawie tysiąc lat. Do zwiedzania jest dostępnych około 300 komnat. W średniowieczu mogło się w nim schronić ponad 20 tysięcy ludzi. Nam też Wardzia udzieliła schronienia. Wprawdzie nie przed najazdem Mongołów tylko przed deszczem bo pogoda niestety nie dopisała.

Tbilisi

Stolicy Gruzji poświęciliśmy nieco więcej czasu. Komfortowy hotel z pysznym śniadaniem i spokojne zwiedzanie miasta było miłą odskocznią od intensywnej podróży po surowych terenach kraju. W przeciwieństwie do reszty kraju tutaj można się poczuć niemal jak w Europie. Mo może gdyby nie ten chaos na ulicach i samochody, które w Europie zamiast jeździć po mieście stały by na złomie. Ale co kraj to obyczaj, to tu od właścicielki hotelu dowiedzieliśmy się, że nie ma się co zbytnio przejmować zasadami i przepisami bo „This is Georgia”.

Stepancminda

Ostatnią większą atrakcją w naszym planie były okolice Stepancminda. Piękne ośnieżone szczyty gór i osiedle położone w dolinie. Tu znajduje się też słynna cerkiew Cminda Sameba. Po drodze zobaczyliśmy też ośrodek narciarski w Gudauri. Ten rejon to zdecydowanie najpiękniejsze tereny w Gruzji z całej naszej wyprawy.

Barcelona

Barcelona

Barcelona

 13 – 17 grudnia 2022

Ostatnie dni urlopu w 2022 roku wykorzystałem na krótki wypad do Barcelony. Kierunek wymyśliłem na ostatnią chwilę szukając czegoś w ustalonym wcześniej terminie urlopu. Kryteria były proste: nie za drogi lot i cieplej niż w Polsce. Padło właśnie na Barcelonę, gdzie przez cały pobyt temperatura w dzień wynosiła około 17-18 stopni. W Polsce w tym czasie były mrozy. Nie miałem wielkich oczekiwań wobec tego wyjazdu, zwłaszcza, że prognozy zapowiadały, że przez cały mój krótki pobyt będzie padać. Na szczęście nie padało (prawie) i przez te kilka dni zwiedziłem całkiem dużo. Tym razem w ogóle nie zabierałem aparatu, wszystkie filmy i zdjęcia wykonałem telefonem. Zmieniłem też formę filmu podsumowującego tak by nie poświęcać na jego przygotowanie godzin przed komputerem. Poniższy film zmontowałem na telefonie w czasie lotu powrotnego do Polski.

Sagrada Familia

Słynna katedra zaprojektowana przez Antonio Gaudiego. Katedra pod wezwaniem Świętej rodziny to jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków świata. Budowa świątyni trwa już ponad 140 lat… ale juz niewiele brakuje do końca. W zamyśle projektanta miała ona stanowić jeden organizm a jej wygląd w znacznej mierze jest inspirowany naturą. Bogactwo zdobień na zewnątrz ukazuje na trzech fasadach scen Narodzenia Pańskiego, Męki Chrystusa i Chwały Bożej. Każda z wież również ma swoją tematykę. Natomiast wnętrze świątyni jest dużo bardziej minimalistyczne jeśli chodzi o rzeźby i zdobienia. Za to zachwyca bogactwem kolorów dzięki światłu słonecznemu przechodzącemu przez liczne witraże. Udostępnione do zwiedzania są również dwie wieże z krórych rozpościera się widok na całe miasto.

Gaudi, więcej Gaudiego

Sagrada Familia to nie jedyny budynek w Barcelonie zaprojektowany przez Gaudiego. Jest jeszcze kilka kamienic, cały Park Guel ze słynnymi ławkami i… płytki chodnikowe. Chociaż te miały być częścią czegoś innego ale Gaudi stwierdził, że mu się nie podobają i kazał wyrzucić. Nie chciano ich jednak marnować i wyłożono nimi chodniki.  

Ale nie tylko Gaudi

Oczywiście nie wszystko w Barcelonie zaprojektował Gaudi. Już za jego czasów było kilku architektów, którzy odcisnęli swe piętno w architekturze miasta. Jest też wiele późniejszych budynków i miejsc wartych zobaczenia. Mamy muzeum narodowe u którego stóp znajdują się sławne magiczne fontanny. Budynek korridy przerobiony na galerię handlową. To co mnie zaskoczyło to restauracje znajdujące się na ostatnim piętrze… tak wiem, tak jak u nas, ale tam by wejść do restauracji trzeba najpierw wyjść na dach. Innym znanym, choć zdecydowanie nowszym budynkiem jest Torre Agbar, oszklony wieżowiec w kształcie pocisku. Jest oczywiście znany prawie tak jak Sagrada Camp Nou, stadion drużyny piłkarskiej FC Barcelona, której najlepszym piłkarzem jest oczywiście Robert Lewandowski. Jego plakaty wiszą nie tylko przy stadionie, a w sklepach można kupić koszulki z jego nazwiskiem. Są też plaże, promenady, port, oceanarium, parki, zamek na jednym wzgórzu i park rozrywki Tibidabo na inny. Po mieście dość sprawnie można się poruszać licznymi liniami metra, autobusami. Na niektóre wzgórza wiedziemy kolejkami szynowymi lub linowymi. Kolejka linowa znajduje się też między dwiema wieżami w porcie. Generalnie jest co zwiedzać i cztery dni, które tam spędziłem to zdecydowanie za mało by skorzystać z tego co miasto oferuje.

 

Madera

Madera

Madera

13 – 27 listopada 2022

Po kilku wycieczkach objazdowych z biurami podróży postanowiłem… odpocząć. Nie żeby wycieczki objazdowe były jakieś bardzo męczące. Są super i mam zamiar w przyszłości jeszcze się na takie wybierać ale… dla odmiany postanowiłem się wybrać gdzieś sam (bez biura) i bez konkretnego planu na poszczególne dni. padło na Maderę o której myślałem już od roku. W tym roku Wizzair zaczął latać z Warszawy na Maderę właśnie co zdecydowanie obniżyło koszty dotarcia na miejsce. Wcześniej w grę wchodziły tylko czartery biur podróży i loty z przesiadkami i dojazdami, które póki co są jeszcze poza moją strefą komfortu. Miało być 14 dni spokojnego zwiedzania i odpoczynku… a wyszło jak zwykle. Na wyspie jest mnóstwo miejsc, które chciałem zobaczyć, więc większość dni okazała się bardziej intensywna niż na zorganizowanych wycieczkach objazdowych. Na szczęście nie wszystkie i znalazłem też czas na spokojne zwiedzanie i odpoczynek… fizyczny, bo psychicznie to odpoczywałem też robiąc po 20km wędrówek dziennie. 14 dni i mnogość przepięknych krajobrazów zaowocowały tym, że „krótki film” z podróży trwa 40 minut. Zapraszam do obejrzenia, a pod filmem trochę zdjęć. Trochę, bo na tym wyjeździe nastawiłem się głównie na filmowanie a większość materiału pochodzi z telefonu. Taki eksperyment by ograniczyć wagę sprzętu.

PR8 Verada da Ponta de São Lourenço

Przylądek św. Wawrzyńca to najbardziej na wschód wysunięta część wyspy. Od niego zacząłem swoje zwiedzanie, bo chciałem zacząś od krótkiej i prostej trasy na rozgrzewkę. I rozgrzewka była bo mimo zapowiadanych 22 stopni ciepła słońce prażyło niemiłosiernie. Na całej trasie nie było prawie żadnego miejsca by się schronić w cieniu bo na półwyspie nie rąsną prawie żadne drzewa a ukształtowanie szlaku prowadzącego po południowym stoku sprawia, że cały czas spędziłem na słońcu. Myślałem, że trzy i pół kilkometrową trasę w jedną stronę zrobię luzem w pół godzinki, ale słonko, przewyższenia no i widoki proszące by je uwiecznić sprawiły, że zeszło mi się prawie dwie godziny. Pod koniec jest budynek w któym można odpocząć w cieniu oraz kupić coś do jedzenia i picia.. choć ceny do najniższych nie należą.

Lewady

Lewady to kanały wodne transportujące wodę deszczową z północnej na południową część wyspy. Na wyspie jest około 200 takich kanałów a ich łączna długość to około 2500 km! Tak, dwa i pół tysiąca kilometrów lewad na wyspie o rozmiarach 57 km na 22 km. Wzdłóż większej części bo 1500 km lewad wiodą ścieżki, które są szlakami turystycznymi, z których słynie Madera. 

Wodospady

Jak już jesteśmy w tematyce wody, to podczas moich wędrówek wiele razy trafiłem na wodospady. Mniejsze, większe, schowane gdzieś w głębi lasu albo spadające na drogę, którą jeżdżą samochody. Na mnie największe wrażenie zrobił wodospad na końcu szlaku PR 9 – Levada do Caldeirão Verde. Woda tam spada do kotliny ze ściany o wysokości około 100 metrów i tworzy na dole niewielkie oczko wodne. 

 

Góry i chmury

Wyspa nie jest duża ale za to stroma. Ta stromość w miastach jest dość męcząca. Prowadzenie samochodu po krętych, wąskich uliczkach z pochyłością dochodzącą do 30% to nie małe wyzwanie. A spacery do sklepu i z powrotem skutecznie zastępują „dzień nóg” na siłce. Jednak spacery po najwyższych partiach gór to zupełnie inna bajka. Też męczą, ale widoki które się stamtąd rozpościerają są warte każdego wysiłku. Najpopularniejszy szlak turystyczny oznaczony numerem 1 prowadzi między szczytami Pico do Ariero i Pico do Ruvio. Z wysokości około 1800 metrów rozpościera się niesamowity widok na wyspę… ale tylko czasami, bo zwykle większość krajobrazu w dole stanowią… chmury. 

Ogrody botaniczne

W stolicy wyspy, Funchal, znajduje się wiele parków oraz kilka ogrodów botanicznych. Cała wyspa mimo późnojesiennej pory obfituje w moc soczystej zieleni. Na szlakach widać też trochę kwitnących kwiatów, ale ich prawdziwe bogactwo zobaczyłem dopiero w ogrodach botanicznych. Pięknie zaaranżowane miejsca z bogactwem roślinności, której nie widziałem nigdy wcześniej.

I wiele więcej

Wyspa zaskoczyła mnie bogactwem atrakcyjnych miejsc, które oferuje. Spędziłem tam 14 całkiem intensywnych dni a mógłbym spokojnie spędzić drugie tyle i nadal nie zobaczyć wszystkiego co bym chciał. Samo wybrzeże jest atrakcjne, bogate w majestatyczne klify, czarne wulkaniczne plaże i naturalne baseny. Płaskowyż w centrum wyspy, który jest jakby anomalią od wszechobecnej pochyłości. Miasta i miasteczka z oryginalnym klimatem. Dłuższe i krótsze kolejki linowe ułatwiające dostęp do trudno położonych miejsc. Różnorodność owoców, np. wiele odmian mango czy bananów. Te ostatnie rosnące na drzewach można zobaczyć w przydomowych ogródkach czy plantacjach. Mglisty las z powyginanymi, porośniętymi mchem drzewami. No i cudowne wschody i zachody słońca.   

To tylko niewielka część z i tak skromniejszej niż zwykle kolekcji zdjęć. Tak jak wspomniałem tym razem skupiłem się na filmowaniu, więc zapraszam do obejrzenia filmu na YouTube. On lepiej niż zdjęcia pokazuje to co zobaczyłem ta tej wiecznie zielonej wyspie. Madera to zdecydowanie jedno z najpiękniejszych miejsc w jakich byłem. Polecam z całego serca.

Grecja

Grecja

Grecja

11 – 18 czerwca 2022

Po doświadczeniu bezkresnej pustyni i ujrzeniu na własne oczy cudów architektury starożytnego Egiptu udałem się do miejsca narodzin innej antycznej cywilizacji.

Grecja, bo o niej mowa, przywitała mnie „nieco” większą ilością zieleni i temperaturą w której rozpuszczałem się trochę wolniej.

Saloniki

Inaczej Tesaloniki, to drugie co do wielkości miasto greckie. To tu przyleciałem i tu zaczął się mój objazd po Grecji kontynentalnej. Tym razem z biurem Rainbow. Dopiero na miejscu dotarło do mnie, że w Tesalonikach mieszkają Tesaloniczanie… czyli pra, pra, pra, [pra], prawnukowie tych ludzi, do których św. Paweł pisał listy zawarte w Piśmie Świętym. Mogę nawet powiedzieć, że uczestniczyłem we Mszy Świętej razem z Tesaloniczanami. Ale wróćmy do aspektu turystycznego. Symbolem miasta jest Biała wieża znajdująca się na nabrzeżu. Nieopodal znajduje się też pomnik Aleksandra Wielkiego. Widziałem też rotundę i kościół św. Dymitra.

Ateny

Tego miasta chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Pierwszy dzień a w zasadzie wieczór rozpocząłem od wizyty w katedrze katolickiej św. Dionizego. Następnie ruszyłem na nocne poznawanie miasta. Zobaczyłem ruiny świątyni Zeusa gdzie niegdyś znajdował się słynny złoty posąg Zeusa olimpijskiego. Wybrałem się także w okolice Akropolu a resztę wieczoru spędziłem na szukaniu najlepszego miejsca na wykonanie zdjęcia Akropolu pięknie oświetlonego nocą. Miejsce to znalazłem na sąsiednim wzgórzu, pod pomnikiem Filopapposa. Kolejnego dnia, już z przewodnikiem, zwiedziłem sam Akropol z Partenonem, agorę, Narodowe Muzeum Archeologiczne i Stadion Panatenajski, na którym odbyły się pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie w 1896 roku.

Pelopones

Następnego dnia udałem się na półwysep Pelopones. Zobaczyłem Kanał Koryncki, który oddziela półwysep od części kontynentalnej. Niestety ze względu na prace remontowe nie odbywały się po nim żadne rejsy. Dalej ruszyłem trasą tak zwanej Małej Pętli Argolickiej. Odwiedziłem Epidauros z bardzo dobrze zachowanym teatrem antycznym oraz sanktuarium boga sztuki lekarskiej Asklepiosa. Udałem się też do Nafplion, pierwszej stolicy odrodzonej Grecji oraz do Myken gdzie zobaczyłem Ruiny Cytadeli i Skarbiec Atreusa zwany grobem Agamemnona. Wieczorem dotarłem na nocleg do Olimpii.

 

Olimpia

Olimpia to oczywiście miejscowość w której odbywały się pierwsze starożytne igrzyska olimpijskie. Nowa Olimpia to niewielka klimatyczna miejscowość. Ta starożytna to stanowisko archeologiczne z ruinami głównie budynków sportowych i religijnych. Znajdowała się tam pracownia sławnego rzeźbiarza Fidiasza i świątynia ze stworzonym przez niego posągiem Zeusa Olimpijskiego. Posąg ten był jednym z siedmiu cudów starożytnego świata, niestety nie zachował się do dziś.

Delfy

Kolejnym punktem na trasie były Delfy. Miasto do którego w starożytności ciągnęły rzesze ludzi by zadać pytanie wyroczni. Wyrocznia Delficka, zwana Pytią, była kobietą zasiadającą w świątyni Apolla, która w transie odpowiadała na pytania i głosiła przepowiednie. Przybywali do niej zwykli ludzie pytając np. kto im ukradł krowę jak i królowie z różnych państw by radzić się w sprawie wojny. W Delfach anajdował się również omphalos, miejsce które według mitolologi było środkiem świata.

Arachova i Termopile

Po drodze na kolejny nocleg zatrzymałem się jeszcze w miejscowości Arachova której nazwa pochodzi od mitologicznej księżniczki Arachne, którą Atena w gniewie zamieniła w pająka. Zatrzymałem się także w Termopilach miejscu krwawej walki Persów z Grekami. Znajduje się tam  pomnik sławnego Leoniadasa, króla Sparty.

Klasztory Meteora

Ostatniego dnia udałem się do miejsca, które widziałem już w dzieciństwie na kartach jednej z książek w domu, do wiszących Klasztorów Meteora. Wbrew moim dziecięcym wyobrażeniom nie mają one nic wspólnego z meteorami spadającymi z nieba. „Meteora” po grecku oznacza „zawieszone w powietrzu”. Z 24 klasztorów wybudowanych w XV wieku na szczytach skał pozostało sześć. Dzisiejsza infrastruktura sprawia, że dotarcie na szczyty nie wymaga już wspinania się po sznurkowej drabinie czy wciągania kołowrotem w koszu. 

Wergina

Na koniec zwiedziłem jeszcze kurhan-muzeum w Werginie. Znajduje się w nim grobowiec Filipa II, ojca Aleksandra Wielkiego. W muzeum można podziwiać przedmioty z którymi został pochowany władca. Znajdują się tam min. szkatułki i misternie zdobione wieńce ze złota.

Egipt

Egipt

Egipt

21 – 28 kwietnia 2022

Postanowiłem kontynuować podróżowanie z biurem Itaka i tym razem wybrałem się na objazd Egiptu. No może nie do końca „objazd” bo 3 dni spędziłem na statku płynąc Nilem od Luxoru do Asuanu. Natomiast z Asuanu do Kairu udałem się samolotem. Co oznacza, że to była taka wycieczka… objazdowo… opływowo… odlotowa? Wybrałem wycieczkę „Bogowie i faraonowie” ponieważ pozostałe wycieczki po Egipcie omijały Kair. A być w Egipcie i nie widzieć piramid to tak jakby być… w Egipcie i nie widzieć piramid. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć, ale więcej można zobaczyć na filmie do, którego obejrzenia zachęcam.

Hurghada

Pierwszego dnia w programie było odpoczywanie w hotelu. Z racji, że ta atrakcja nie specjalnie przypadła mi do gustu wybrałem się na spacer po mieście. Dotarłem na marinę gdzie znalazłem rejsy statkiem ze szklanym dnem. Półtoragodzinny rejs kosztował mnie 10$. Podczas rejsu można było zejść pod pokład gdzie przez szyby widać było dno morza z rafami koralowymi i żyjącymi w nim rybami. Była też możliwość wskoczenia do wody i snurkowania gdy statek się zatrzymał. Maskę z rurką i płetwy były do wypożyczenia w porcie przed wypłynięciem za 1$.

Luxor

Po przejechaniu autokarem 300 kilometrów pustyni dotarłem do Luxoru. Dzięki bliskości Nilu mogłem w końcu zobaczyć trochę zieleni. Pogoda oczywiście dopisała, słonecznie i gorąco. Podobno ostatnio deszcz tam padał… 4 (słownie cztery) lata temu. W Luxorze znajdują się dwa kompleksy świątyń. Świątynia w Karnaku i Świątynia Luxorska, które niegdyś były połączone ze sobą długą aleją sfinksów… i baranów.

 

Dolina królów

Generalnie starożytni egipcjanie mieli taki plan zagospodarowania terenu, że po wschodniej stronie Nilu żyli a po zachodniej… nie żyli. W sensie po zachodniej stronie Nilu grzebali zmarłych. I część miasta po wschodniej stronie Nilu nazywali „miastem żywych”, a po zachodniej „miastem umarłych”. Dolina królów to… dolina w której znajdują się 64 wykute w skałach grobowce władców egipskich. Są to tunele prowadzące w głąb góry nakońcu, których znajduje się komora grobowa z sarkofagiem. Najsłynniejszym jest oczywiście grobowiec Tutanchamona. 

 

Świątynia Hatszepsut

Świątynia grobowa królowej Hatszepsut, która od 1961 roku jest rekonstruowana przez grupę polskich archeologów.

Rejs po Nilu

Od Luxoru do Asuanu płynąłem statkiem, na którym też nocowałem. Kajuty, restauracja, bar, a na pokładzie mały basen, masa leżaków i stolików gdzie jadałem śniadania ciesząc oczy widokiem powoli uciekających brzegów Nilu.

Edfu

Jeden z przystanków podczas rejsu. W mieście Edfu zwiedziłem tamtejsze ruiny świątyni, do których z portu pojechałem  bryczką.  

Kom Ombo

Kolejny przystanek podczas rejsu do Asuanu. Tym razem wieczorową porą zwiedzałem ruiny świątyni w Kom Ombo. Zajrzałem także do muzeum krokodyla gdzie można zobaczyć między innymi mumie krokodyli.

Abu Simbel

Kolejne setki kilometrów wśród piachu przejechałem autokarem z Asuanu do świątyń w Abu Simbel. Znajdują się tam dwie świątynie wykute w skale: Wielka Świątynia Ramzesa II i Świątynia Nefertari, jego żony. Nie mylić z Nefertiti, żoną Echnatona. Co ciekawe obie świątynie znajdowały się niegdyś w innym miejscu, nieco niżej niż obecnie. Jednak teren tamten jest obecnie pod wodami jeziora Nasera, które powstało po zbudowaniu tamy w Asuanie. Przed zalaniem tamtych terenów archeologowie pocięli świątynię na tysiące kawałków, przewieźli wyżej i złożyli z powrotem.

Wioska Nubijska i wyspa Kitchenera

W Asuanie popłynąłem łodzią żaglową na znajdującą się na Nilu wyspę na której lord Kitchener założył ogród sadząc drzewa z różnych zakątków świata. Następnie już łodzią motorową popłynąłem przez katarakty do wioski nubijskiej. Nubijczycy to taki ciekawy naród, który w domach, zamiast kotów i psów, trzyma… krokodyle. Krokodyla można było wziąć na ręce i pogłaskać, nie gryzł. Oprócz krokodyli widziałem w ich domach też króliki, ale nie jestem pewny co do ich roli w tym domu…

Kair

Z Asuanu poleciałem do Kairu gdzie zwiedziłem muzeum zawierające między innymi pośmiertną złotą maskę Tutanchamona, pozłacane sarkofagi w których był pochowany i inne dobra. Tak, sarkofagi, było ich 7. Siedem sarkofagów umieszczanych jeden w drugim.

Sfinks i piramidy

Wycieczka po Egipcie nie mogła by się odbyć bez wizyty pod słynnymi piramidami w Gizie. Punkt kulminacyjny, wisienka na torcie, creme de la creme całego wyjazdu. Trzy ogromne budowle w tym największa i najbardziej znana piramida Cheopsa mierząca 147 metrów wysokości. Dodatkową atrakcją była przejażdżka na wielbłądach tak by objechać piramidy z drugiej strony.

I to tyle jeśli chodzi o moje odkrywanie śladów po tej starożytnej cywilizacji. Teraz chwila przerwy i ruszam dalej, na podbój kolejnego antycznego świata…

Turcja

Turcja

Turcja

21 sierpnia – 3 września 2021

Tym razem postanowiłem po raz pierwszy wybrać się na wycieczkę z biurem podróży. Przejrzałem oferty, wybrałem, zapłaciłem i w zasadzie nie martwiłem się o nic więcej. No dobra, miałem trochę obaw jak to się podróżuje z biurem podróży i czy nie będę żałował wydania tylu pieniędzy… nie żałuję.

W podróżach organizowanych samodzielnie zawsze miałem takie wrażenie, że coś mnie omija, że coś można było zaplanować lepiej, zobaczyć więcej, spać lepiej i zjeść lepiej. W Turcji nie narzekałem na noclegi, najadłem się pyszności aż nadto, zobaczyłem tyle, że na 4 dni przed końcem wycieczki miałem już lekki przesyt. No i oczywiście obecność przewodnika, który o wszystkim opowiadał a także pomagał w różnych kwestiach i dbał o nasz dobry nastrój była bezcenna… tak po prostu.

Ale do rzeczy… do Turcji pojechałem z biurem Itaka na wycieczkę objazdową o nazwie „Orient Extra”. 11 dni i jakieś 2500 (słownie dwa i pół tysiąca) przejechanych autokarem kilometrów. A na trasie: Antalia, Pammukale, Hierapolis, Efes, Selciuk, Pergamon, Troja, Stambuł, Ankara, Konya i Kapadocja… ach ta Kapadocja. W tym artykule zamieszczam tylko krótką informację o miejscu i kilka zdjęć. Więcej szczegółów pojawi się w osobnych wpisach… a jednak nie, za to przygotowałem film na YouTube.

 

Antalya

Tu przylecieliśmy i tu spędziliśmy kilka dni na koniec wycieczki. Tętniące życiem miasto na południowym wybrzeżu Turcji.

Pammukale

„Bawełniana twierdza”, miejsce wpisane na listę UNESCO jako cud natury. Wapienne tarasy powstałe z osadów niesionych przez wodę.

 

Efes

Ruiny starożytnego miasta Efes, tego do którego swój list pisał święty Paweł.

 

Pergamon

Ruiny miasta zbudowanego na szczycie góry. Wjazd kolejką i zapierajace dech widoki.

 

Stambuł

Największe i najbardziej znane miasto Turcji. Jedyne położone na dwóch kontynentach. To w nim znajduje się jeden z głównych celów mojej podróży do Turcji: Hagia Sophia – Świątynia Mądrości Bożej… choć obecnie pełniąca rolę meczetu.

Ankara

Stolica państwa. Tu znajduje się mauzoleum tureckiego bohatera: Ataturka. 

Kapadocja

Bajkowa kraina wyrzeźbiona w tufie, miękkiej skale powulkanicznej. To tu w grotach wykutych w skale chronili się pierwsi chrześcijanie uciekający przed rzymianami. Dane mi było podziwiać tę krainę z kosza jednego z ponad stu balonów unoszących się nad nią o wschodzie słońca.

I na tym skończymy tofotograficzne podsumowanie. Muszę przyznać, że wyjazd z biurem podróży przypadł mi do gustu i chętnie będę praktykował tę formę podróżowania… bo aptetyt na podróże mi się mocno zaostrzył.